Chyba nie do końca, gdyż dzieci posiadam od dawna a jednak nie jestem zwolenniczką tego aby wszystkie mostki miały barierki.
Z dziećmi, również w czasie kiedy miały po kilka lat zdarzało mi się przekraczać w bród górskie potoki, jeżeli akurat trafiły się na naszej drodze.
Dzieci traktowały to jako wyjątkową rozrywkę i tak im już zostało.
Zresztą ja również ze swoimi nieżyjącymi już rodzicami (roczniki 1921 i 1923) ciągana byłam na rowerze w Bieszczady pod koniec lat 60.
Do dziś pamiętam ze na przełęczy pod Matragoną (na długo przed wybudowaniem "drogi karpackiej") rowery się nam zapadły dosłownie po osie w błocie, a potem wysiadły nam hamulce typu "torpedo", które mój Ojciec reperował w budzie węglarzy, bo akurat zaczęło lać jak z cebra.
Były to najwspanialsze wakacji.
Cały czas usiłuję wytłumaczyć, że to nie chodzi o jeden konkretny mostek, ale o ogólną tendencję - budowy gładkiej ścieżki w każde możliwe miejsce, budowy nowego ładnego mostku doprowadzającego w każde miejsce, postawienia ławeczki oraz kosza na śmieci na każdym górskim szczycie, oznakowania każdego leśnego duktu.
Chodzi mi o to aby pozostawić przestrzeń również dla tych, ktorzy tego wszystkiego nie lubią i chcą się w zwyczajny sposób chociaż na chwilę oderwać od cywilizacji (której mają dość na co dzień).
A obecnie panuje taka tendencja aby udostępnić wszystko wszystkim.
Pozdrowienia
Basia



Odpowiedz z cytatem