Nie marudzić :) Tak jest wszędzie, jak Jewropa szeroka. Turystyka jako forma bytu zdziczałego odeszła do lamusa. Teraz właśnie tak ma to wyglądać - furą na parkinzio, szybka zmiana sandałów na borealki, wpad na pik, kilka fot (tylko ma być dużo niebieskiego), zejście do parkinzia i odlot do komfortu. Żadnych smrodów ognisk, okopconych garów, wilgotnych śpiworów, spleśniałych namiotów itd. To są jakieś przeżytki, anachronizmy. GPS, namierzamy point, wykonujemy way i come back. No i trzeba się zmieścić w czasie na tabliczce, bo inaczej wyprawa nieudana. Jak nie ma szlaku i tabliczek, znaczy nic tam nie ma i się nie idzie. Nigdy nie wolno iść, gdy pada lub jest > 50% pokrycia nieba przez chmury, bo foty do luftu. Sam czasem pozwalam sobie na auto i podobne eskapady:) Trochę rozumiem taki sposób. I w zasadzie nic mi do tego. Każdy działa wedle swojego widzimisię.
Gdy takim gościom zmotoryzowanym próbowałem kiedyś na Rawce wspomnieć o Krygowskim itp personach, patrzyli na mnie jak na UFO. Jak to iść z plecakiem cały główny szlak karpacki? Tam coś jest? No jest-puste szlaki, tajemnicze buki, zapomniane domy. E...no, jak są puste szlaki, to pewnie nudy i nic nie ma. A bryką można podjechać? No nie...nie można? Eee...to co, jutro skikniemy za Sanok. Tam jest jakiś kościół. W jakimś Łuczu...nie...w Ułuczu. To dobra. Spadamy. sie masz, sie masz. To był jakiś dawny znajomy z sukcesem:)) Upewniłem się, że tylko miejsca reklamowane, modne będą wabiły takich zwiedzaczy. Dobra nasza - z Rawek można pójść Działem i gdzieś w połowie, czy bliżej, na wysokości Zdegowej, poszukać zejścia na Wyżnią. Tam nawet filance nie łażą. Na dole minie się samochód mknący do 'Łucza' po coś. Co tu narzekać?:)
Pozdrawiam,
Derty


Odpowiedz z cytatem