Zapoznał, ale nie zachwycił. Wrażenia Bazyla poszły w dobrym kierunku. Jedyne, co w tej książce stoi na wysokim poziomie, to cena (49,90). Zdjęcia o podobnej jakości (szaro-szare) widziałem ostatni raz w Trybunie Ludu w poł. lat 80. XX w.
Ale - jak stwierdził pewien znany elektryk - są plusy ujemne i plusy dodatnie![]()
Zaczynam od plusów dodatnich:
Znajdziemy w jednej książce informacje o bardzo wielu nieistniejących wsiach dawnego pogranicza polsko-rusińskiego. Wartościowym elementem jest więc przejrzysty spis treści oraz indeks miejscowości. Do spisu trzeba jednak go podchodzić z nieufnością; np. opis wsi Monastyr zajmuje w książce prawie trzy strony (29-32) a w spisie treści jej zabrakło.
Wioski, które autorowi „podeszły”, są bardzo dobrze opracowane. Wiadomości zostały zebrane z wielu źródeł, załączone ręcznie rysowane mapki, opisany stan [prawie] aktualny. Przykład: Sieniawka, Kopyśno.
Wiele osób znajdzie tu wioski, o których jeszcze nie słyszało (lub prawie nic) np. Terebnie, Miłków, Hałbów, Bełchówka. Przeczytanie paru zdań może być dla miłośników „opuszczonych” impulsem do dalszych poszukiwań.
Czytając uważnie wszystko po kolei każdy znajdzie na pewno coś o czym nie wiedział lub „przegapił” w innych źródłach. Np. że właścicielka Chocenia jest od 2002 r. pani Joanna Cutts, zamieszkała w Bostonie.
A teraz plusy ujemne - oprócz wymienionych przez Bazyla:
Styl pisania: nie encyklopedyczny, nie przewodnikowy ale takie sobie „kłosowe bajanie”. Daje to zwiększoną liczbę stron bez zwiększonej ilości informacji.
Widać, że w niektórych miejscach autor był niedawno a w innych nie był od dawna i nie zaktualizował sobie informacji o stanie aktualnym.



Odpowiedz z cytatem