Pokaż wyniki od 1 do 2 z 2

Wątek: Rawki, Pasmo Graniczne i Dolina Sanu pod koniec sierpnia

  1. #1

    Na forum od
    08.2010
    Rodem z
    Krotoszyn/Kraków
    Postów
    14

    Domyślnie Rawki, Pasmo Graniczne i Dolina Sanu pod koniec sierpnia

    Pod koniec sierpnia byłem w Bieszczadach. To moja druga wyprawa. Rok temu było Jasło, Połoniny Wetlińska i Caryńska, pętla Tarnica-Halicz-Rozsypaniec.

    W tym roku postanowliśmy zobaczyć z kolegą coś nowego.

    Pierwszego dnia poszliśmy z Wetliny na Rawki i było pięknie! Nie będę się rozwodził, bo chyba to dość uczęszczana okolica.

    Drugiego dnia znajomi z Sanoka zaproponowali nam baaardzo długą i męczącą trasę: z Wetliny Pasmem Granicznym do Nowego Łupkowa. Wprawdzie generalnie wolę spokojne chodzenie dla przyjemności, bez pośpiechu, z dłuższymi przystankami w najciekawszych miejscach, ale od czasu do czasu lubię takie wyzwania. Mieliśmy na wszelki wypadek opracowane warianty wcześniejszego zejścia i oczywiście do końca nie doszliśmy. Wylądowaliśmy ostatecznie w Maniowie, kawałek za Balnicą, ale mimo skrócenia trasa zajęła nam 13 godzin! Na końcu padaliśmy z nóg, ale było warto - chociażby dla pięknych widoków na połoniny z Dziurkowca!


    Po tej mordędze musieliśmy odpocząć, postanowiliśmy trzeciego dnia iść nad San, z Zatwarnicy przez wyludnione wsie: Hulskie, Krywe, Tworylne i Studenne, z finiszem w Terce lub Rajskiem, zależnie od tego jak będziemy stali z czasem (trzeba było zdążyć na ostatni autobus powrotny do Ustrzyk Górnych). Oczywiście byliśmy cali obolali po długim marszu z poprzedniego dnia, dlatego mieliśmy się zregenerować, iść powoli i delektować się widokami. I też było super. Widoki z Rylego na Krywe, albo klimat zakątka przy ruinach cerkwi... Pięknie tam... No i Tworylne!

    Przyznam, że trochę bałem się tej trasy, bo nie mam zbytniego doświadczenia w chodzeniu po górach, a zwłaszcza po takich bezdrożach, bez znakowanych szlaków. Jeśli ktoś nie wie, to dodam że szlak ścieżki przyrodniczej kończy się w Krywem. Do Tworylnego już idzie się bez znaków. Stąd moje drobne obawy.

    Dlatego przed wyjazdem dokładnie czytałem przewodnik i pytałem na forum o wskazówki. Wiedziałem, że w Tworylnem mogą być drobne problemy z przejściem - droga miała być zalana przez wodę, bo bobry zbudowały żeremie na potoku. "Możliwe niewygodne obejście do 15 minut" - tyle na ten temat w przewodniku. Liczyłem, że gdy już będziemy na miejscu, to zobaczę rozlewisko i będę też od razu widział którędy je obejść. Ale okazało się że wody za bardzo nie widać (bobrów zresztą też nie), za to teren jest mocno podmokły, a od pewnego momentu wszystko zarośnięte gęstymi, wysokimi krzakami i pokrzywami. Nie było widać którędy iść.

    Postanowiliśmy iść wg wskazówek z przewodnika i forum: obejść to rozlewisko z prawej strony, żeby dojść nad San w miejscu gdzie jest wyspa i przejść tam na drugą stronę. Przedzieraliśmy się przez te pokrzywy i wysokie trawy i jakoś natrafiliśmy na miejsce po cerkwi. Dzięki bardzo dokładnej mapce wsi (w przewodniku wydawnictwa Rewasz, polecam) wiedzieliśmy, że musimy iść na północ, w stronę Sanu, żeby przejść go koło wyspy. Kompas się przydał. Na mapie obejście to było w linii prostej, więc wydawało mi się, że będzie krótsze niż
    obejście z lewej strony, prowadzące do wijącej się serpentynami drogi do Studennego. Myślałem że skoro droga prostsza, to będzie krótsze, ale dalej krzaczyska były gęstsze i stawiały opór. No i wysokie były - nadal nie bardzo było widać w którą stronę iść - gdzie San, albo gdzie ten potok który do niego wpada, a wzdłuż którego mieliśmy iść?...
    Na dodatek w gąszczu wysokich roślinek z żółtymi kwiatami latało jeszcze pełno pszczół! Myśleliśmy, że nas pokąsają, bo wbiliśmy się w te krzaki z impetem, na przysłowiowego chama, tratując wszystko... Inaczej nie chciały ustępować Ale na szczęście pszczoły dały nam spokój. Na to wszystko co kawałek były jakieś rowy po wyschniętych potoczkach czy rozlewisku, grząski teren (przydały się kije - do sprawdzania, czy zaraz nie wdepniemy w jakieś mega błoto). Czasem trzeba było przechodzić po zwalonych pniach...
    Na szczęście nie spotkaliśmy żadnych dzikich zwierząt, ludzi zresztą prawie też nie (ostatnich w Krywem o 10 rano), choć w jednym miejscu w gęstwinie w Tworylnym, pod drzewkiem, była spora połać udeptanej wysokiej trawy. Kto wie, może to jakiś dziki zwierzak? Bo w to, że ludzie biwakowali w takim miejscu, nie uwierzę...

    Dosyć mnie zdeprymowały te trudności i niepewność czy odnajdziemy drogę. W końcu w przewodniku stało "15-minutowe obejście", a my brnęliśmy i brnęliśmy w krzaki. W ogóle nie spodziewałem się, że natknę się na coś takiego. Dlatego ulżyło mi, gdy w końcu po 40-minutach udało nam się wyjść z krzaków na drogę (=ślady dżipa na trawie).
    Nie pocieszało to, że odjeżdżał nam właśnie ostatni autobus z Rajskiego... Ale na szczęście było jeszcze wcześnie i jasno, jakoś między 16 a 17. Za chwilę okazało się, że San trzeba przejść w bród (wcześniej łudziłem się, że da się przejść po kamieniach). Było to bardzo przyjemne do momentu, kiedy się poślizgnąłem na jakimś ostrym kamieniu i rozbiłem kolano, przy okazji nalewając sobie wody do butów, które niosłem w ręce. Morale mi opadło wtedy jeszcze niżej... Ale trochę się podsuszyłem, opatrzyłem (pamiętajcie dzieci, zawsze bierzcie ze sobą wodę utlenioną i plaster! ) i szliśmy dalej - wyszliśmy już na drogę i w zasadzie byliśmy uratowani - na 3 raty dojechaliśmy stopem na nocleg w Ustrzykach.

    Choć na początku te trudności orientacyjne, gęste krzaki i niepewność gdzie iść zbiły mnie z tropu, to w sumie było to bardzo pozytywne doświadczenie. Zobaczyłem, że i w takiej sytuacji potrafię sobie poradzić, z mapą i kompasem, i trochę bardziej uwierzyłem w siebie! No i oczywiście zobaczyłem wszystkie te piękne miejsca :)

    Po takiej kumulacji przeżyć i wysiłku nie mieliśmy już sił, fizycznych ani psychicznych, żeby dłużej chodzić. Byliśmy wprawdzie zadowoleni, ale i wyczerpani. Wrażenia dałoby się rozdzielić chyba na 5, a nie 3 dni... Dlatego postanowiliśmy wracać już do domu no i pozostały niezrealizowane plany. Chcemy wrócić za rok: iść na Bukowe Berdo, na Dwernik-Kamień i do Łopienki :)

    A, jeszcze jedno! Jadąc autobusem w Bieszczady zobaczyliśmy piękne zielone wzgórza Beskidu Niskiego w okolicach Rymanowa i Iwonicza. To też mnie korci :)

    Może w przyszłym roku uda się połączyć Bieszczady i Beskid, z plecakiem i namiotem.

    Na koniec dołączam małą galerię zdjęć z wyjazdu:
    http://picasaweb.google.com/vunnsal/...neIDolinaSanu#

    Pozdrawiam,
    Adam
    Ostatnio edytowane przez Maluszek ; 16-09-2010 o 18:59

  2. #2

    Domyślnie Odp: Rawki, Pasmo Graniczne i Dolina Sanu pod koniec sierpnia

    Maluszek... vini, vidi, vici... i nie raz jeszcze tutaj przybądź, zobacz, zwyciężaj i... opisuj! :)
    Pozdrawiam :)
    -----------------
    benevole lector

    https://twitter.com/Zbyszek_Recon

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Pasmo Otrytu
    Przez ja442 w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 20
    Ostatni post / autor: 05-09-2011, 16:22
  2. Trasa z namiotem pod koniec sierpnia
    Przez vixen w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 04-08-2009, 22:27
  3. Sporna dolina Sanu
    Przez admin w dziale Dyskusje o Bieszczadach
    Odpowiedzi: 25
    Ostatni post / autor: 19-08-2005, 09:32
  4. Pasmo Graniczne
    Przez Ezechiel w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 27
    Ostatni post / autor: 09-09-2004, 17:13
  5. Dolina Sanu
    Przez stefankmiot w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 26-06-2003, 20:24

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •