No Buba sjelskij turizm nie przewiduje za bardzo noszenia plecaka... owszem dźwiga się często, ale dość niewielkie ciężary... max 100gram
Tak więc niedziela zaczęłą się koło południa i z bólem głowy... poszliśmy więc na śniadanie do autentycznie autentycznej kanjpki Julian (polecam)... Pani super przemiła zapytały czy po kieliszku czy całą flaszkę chcemyTo było jej pierwsze pytanie po dzien dobry !!! grzecznie odmówiliśmy ku jej zdziwieniu, ale jak zamówiliśmy po piwie to jej przeszło... śniadanko dobre (pieliemeny) i ruszyliśmy na festiwal.
Na festiwalu tłumy ludzi, większość w strojach ludowych! Piękna pogoda sprzyjała całej imprezie, na straganach można było kupić wszystko: sery, wędliny, sało, alkohole domowej roboty, nawet zakarpackie wino gronowe z niewielkich winnic (tu zatrzymałem się dłużej degustując każde jedno prawie - takie zboczneie mam)
Na potężnym zboczu umieszczona jest scena skąd dochodziły dźwięki huculskiej muzyki, które w miarę podchodzenia pod górę mieszały się z dźwiękami kapel huculskich grających we wszystkich straganach... Otóż impra ta mniej więcej polega na tym że każda zakarpacka wieś czy miasteczko prezentuje swój 'image', jest kapela, są stroje ludowe, pieknie zastawione stoły, wyroby artystyczne itp. takie prezentacje ocenia grupa 'inspektorów' którzy wszędzie są częstowani tajemniczym przezroczystym płynemoraz bograczem, sałem itp.
Problem polega na tym, że zwiedzający czują się jak w muzeum trochę bo choć pyszności są o wyciągnięcie ręki to nielzja... tylko dla organizatorów...
więc łazimy z wywieszonymi jęzorami, bo ciepło i suszy... ale podziwiamy piękne stroje, piękno otaczającego krajobrazu, pogodę ducha ludzi, udzielamy wywiadu lokalnej telewizji :) stajemy w kolejce do straganu z OBOLONEM i siadamy na ławach amfiteatru, a tam nasz major :) znowu koniak... tyle że butelka leżała na słońcu i ma temperaturę herbaty... miałem trochę zajęte gardło i mały katar, ale po tym gorącym koniaczku odeszło jak ręką odjął:)
wymigujemy się czymś i ruszamy w dół pooglądać miasteczko, po drodze robimy zakupy, wino, sery, schab, kiełbasa, słoninka, śliwowica... większość rzeczy pożeramy na kolację i śniadanie - śliwowica zostaje w bagażniku auta...
Rachów obchodzimy powolnym krokiem, ale wrażeń nie będę tu opisywał... dość ponure generalnie... choć są i pozytywy.
Kładziemy się spać koło północy bo rankiem ruszamy w góry!
ale to już niebawem...
wklejam kilka zdjęć z festiwalu...
By dampod
By dampod
By dampod
By dampod
By dampod



oraz bograczem, sałem itp.





Odpowiedz z cytatem
Zakładki