Pokaż wyniki od 1 do 10 z 30

Wątek: czarnohora we wrześniu

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik Awatar damian
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Rybnik
    Postów
    301

    Domyślnie Odp: czarnohora we wrześniu

    Zimna noc była, oj zimna :( po wysunięciu głowy z namiotu poraziła mnie biel oszronionych gór i... moich kijków! musiało być parę stopni poniżej zera, Wstawanie więc zajęło trochę czasu... ale dość szybko nad nami zaświeciło słoneczko i zrobiło się dość ciepło. Szybkie śniadanie, długie zwijanie obozowiska i ruszamy na Popa...



    w miejscu gdzie nasza ścieżka łączy się z główną granią maskujemy nasze wory w kosówce i na lekko raźnym krokiem podchodzimy ku ruinom obserwatorium. Wokół cały czas wspaniałe widoki!
    W ruinach buszuje dwóch młodych tubylców, którzy nie wiedzieć czemu kradną nam butelkę wody z rozpuszczonym isostarem :( chyba kolor ich zmylił i myśleli że to inny napój... woda niezabarwiona ich nie skusiła :) Obchodzimy ruiny, podziwiamy rozległą panoramę, i dostrzegamy w oddali Howerlę, jeszcze nie wiemy co nas będzie tam czekało...





    Trochę zamarudziliśmy na szczycie więc szybkim krokiem ruszamy ku przełęczy. Spotykamy grupkę młodych turystów z Polski, chłopaki idą aż z Osmołody... ech młodość... mówili, że w Gorganach pogoda dała im w kość :( Pozdrawiam jakby któryś z nich czytał tę relację...

    Po odzyskaniu worów z kosówki posilamy się kabanosem i ruszamy ku jeziorku tomnackiemu. Ku naszemu zdziwieniu mijamy kilka grup turystów, mija nas dość osobliwa ekipa Rosyjsko-Białoruska, z którą zamieniamy parę słów. wyprzedzają nas też młodzi Białorusini, którym się spieszy nad jeziorko niesamowite. My zaś wolnym krokiem, przytłoczeni wiekiem i workami na plecach człapiemy sobie absorbując widoki, góry, wiatr itp. Idzie się na prawdę wspaniale. Jedynie nasz wyprawowy hardkor marudzi że mu przy nas zimno i sforuje się sporo do przodu...
    Na szczęście czeka na nas co jakiś czas, węc można zrobić jakąś wspólną fotkę...


    ścieżka wije się granią, po czym schodzi w długi trawers, którym dochodzimy do cudownego miejsca jakim jest jeziorko pod Gutin Tomnatykiem. O dziwo jesteśmy sami (na razie). Z radością moczymy stopy w zimnej wodzie jeziorka! Rozbijamy namioty i bierzemy się za gotowanie. W tzw. międzyczasie pogoda nieco się popsuła i straszy chmurami. jest ciepło co nie wróży niczego dobrego...
    Gadamy do późna, dopóki lekki deszczyk nie przegonił nas do namiotów...
    w nocy jeszcze było widać gwiazdy....
    Ostatnio edytowane przez damian ; 08-10-2010 o 16:57

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar damian
    Na forum od
    09.2002
    Rodem z
    Rybnik
    Postów
    301

    Domyślnie Odp: czarnohora we wrześniu

    no to idziemy dalej.

    Noc była ciężka... najpierw obudziły nas krzyki i błyski, wystawiłem nos z namiotu i na grani kilka światełek schodziło ku nam... myślę sobie coś ta goriłka ciekawa była :) ale na szczęście to tylko grupka ukraińskich turystów, mocno spóźnionych... rozbili się cichutko nieopodal.
    Wiatr się wciąż wzmagał, a gwiazd coraz mniej.... W nocy gwizdało już nieźle, nasz namiot dzielnie stawiał opór nawałnicy, niestety 'bracia' zmagali się ze swoją odlatującą Salewą przez pół nocy.
    Poranek na szczęście bez deszczu... ale chmury usadowiły się dość nisko. Wietrzysko nie dość że nie zelżało to jeszcze znacząco się wzmogło...
    Poranek wyglądał tak:



    Wiatr miał jeden plus... dawał nadzieję że się chmury przewieją i będzie fajnie :) w końcu mieliśmy dziś zdobyć Howerlę...

    Niestety, nadzieja jak to mówią, matką głupich, a my głupi byliśmy...

    trawersując szczyty parliśmy ku Howerli... nie było widać nic na metr... :( jedynym ukojeniem był trawers Munczeła - wiało od południa, a Munczeła braliśmy od północy, więc przez moment zrobiło się ciepło... w okolicach Małej Howerli poleciał na nas deszcz, ale o tyle niesympatyczny, że walił na nas z boku i lekko ku górze więc w kilka minut wszystko było mokre, żaden goretex nie dał rady!

    Nieliczne przejaśnienia dały okazję do zrobienia kilku ujęć... autor na zdjęciu :)



    potem były tylko "Blood sweat and tears" :)

    podejście na Howerlę dało w tych warunkach niezły wycisk...
    ale satysfakcja ze zdobycia najwyższej góry Ukrainy w mgle, wichrze i deszczu była niezwykła!
    poza tym byliśmy sami na szczycie... a to chyba się często nie zdarza...



    po kilku minutach pod tryzubem ucieklismy ze szczytu, w kierunku na Pietros... mieliśmy pewien plan...

    Namiotów w tej wichurze nie chciało się nam rozbijać... więc liczyliśmy na suchy schron u podnóży Howerli :)

    we mgle i zapadających ciemnościach cudem udało się znaleźć schronik...
    mała sympatyczna chatka okazała się pusta!!! cudownie, szybki klar podłogi, rozwieszamy mokre rzeczy (i tak nie wyschły) i bierzemy się za klimatyczną kolację!



    A wiatr wiał dalej, tyle tylko że deszczu jakby mniej :)

    a schron wygląda tak:



    więcej niebawem...

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. W Bieszczady we wrześniu
    Przez Frozen Angel w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 13
    Ostatni post / autor: 07-11-2012, 16:49
  2. Pieszo we wrześniu
    Przez Jasinia w dziale Wypoczynek aktywny w Bieszczadach
    Odpowiedzi: 19
    Ostatni post / autor: 04-09-2009, 10:23
  3. Bieszczady we wrześniu
    Przez ktos w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 27
    Ostatni post / autor: 21-09-2008, 16:37
  4. Busiki we wrześniu ???
    Przez robines w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 6
    Ostatni post / autor: 25-09-2006, 16:19
  5. Pod namiotem we wrześniu
    Przez ElBorbah w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 12
    Ostatni post / autor: 15-09-2006, 15:07

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •