no to idziemy dalej.
Noc była ciężka... najpierw obudziły nas krzyki i błyski, wystawiłem nos z namiotu i na grani kilka światełek schodziło ku nam... myślę sobie coś ta goriłka ciekawa była :) ale na szczęście to tylko grupka ukraińskich turystów, mocno spóźnionych... rozbili się cichutko nieopodal.
Wiatr się wciąż wzmagał, a gwiazd coraz mniej.... W nocy gwizdało już nieźle, nasz namiot dzielnie stawiał opór nawałnicy, niestety 'bracia' zmagali się ze swoją odlatującą Salewą przez pół nocy.
Poranek na szczęście bez deszczu... ale chmury usadowiły się dość nisko. Wietrzysko nie dość że nie zelżało to jeszcze znacząco się wzmogło...
Poranek wyglądał tak:
Wiatr miał jeden plus... dawał nadzieję że się chmury przewieją i będzie fajnie :) w końcu mieliśmy dziś zdobyć Howerlę...
Niestety, nadzieja jak to mówią, matką głupich, a my głupi byliśmy...
trawersując szczyty parliśmy ku Howerli... nie było widać nic na metr... :( jedynym ukojeniem był trawers Munczeła - wiało od południa, a Munczeła braliśmy od północy, więc przez moment zrobiło się ciepło... w okolicach Małej Howerli poleciał na nas deszcz, ale o tyle niesympatyczny, że walił na nas z boku i lekko ku górze więc w kilka minut wszystko było mokre, żaden goretex nie dał rady!
Nieliczne przejaśnienia dały okazję do zrobienia kilku ujęć... autor na zdjęciu :)
potem były tylko "Blood sweat and tears" :)
podejście na Howerlę dało w tych warunkach niezły wycisk...
ale satysfakcja ze zdobycia najwyższej góry Ukrainy w mgle, wichrze i deszczu była niezwykła!
poza tym byliśmy sami na szczycie... a to chyba się często nie zdarza...
po kilku minutach pod tryzubem ucieklismy ze szczytu, w kierunku na Pietros... mieliśmy pewien plan...
Namiotów w tej wichurze nie chciało się nam rozbijać... więc liczyliśmy na suchy schron u podnóży Howerli :)
we mgle i zapadających ciemnościach cudem udało się znaleźć schronik...
mała sympatyczna chatka okazała się pusta!!! cudownie, szybki klar podłogi, rozwieszamy mokre rzeczy (i tak nie wyschły) i bierzemy się za klimatyczną kolację!
A wiatr wiał dalej, tyle tylko że deszczu jakby mniej :)
a schron wygląda tak:
więcej niebawem...







Odpowiedz z cytatem