31.08.
Budzę się w nocy i słyszę niemiłe odgłosy. Krople deszczu uderzają w parapet. To niepokojąca muzyka. Może do rana się wypada. Ale to tylko niespełnione życzenia. Plany wszystko na to wskazuje, szlak trafił. Dzwonię do Bertranda z pytaniem czy w Komańczy i okolicy leje. Odpowiedź rozwiewa wszelkie nadzieje. Zanosi się więc na dzień barowy. Okazuje się w między czasie, że musimy pędzić do Lutowisk na pocztę co by wypłacić bilety NBP. Ale dzwoni Bertrand z propozycją aby spotkać się w Lesku. Tajemniczo dodaje, że ma ciekawą propozycję ale reszty dowiem się na miejscu. Propozycja zostaje przyjęta, jest okazja do spotkania. Pakujemy się do błękitnej strzały i mkniemy bieszczadzkimi drogami do Leska. Gdzie mogą spotkać się pyry w Lesku? Oczywiście w banku. Zasilamy się w bilety NBP i kierujemy swoje kroki do galerii w synagodze. Dokonujemy tu drobnych zakupów i udajemy się do lokalu pełnego słodkości (pyyyyysznych!!!!!) oraz wyśmienitej kawy. Tutaj Bertrand podaje szczegóły dalszej wycieczki. Najważniejsze, przestało padać. Pierwszy etap to cerkiew w Uluczu. Przepiękny obiekt położony na wzgórzu Dębnik. Przekazy historyczne wskazują, że jest to jedna z najstarszych cerkwi w Polsce. Pięknie położona cerkiew otoczona jest starodrzewiem. Droga do cerkwi jest jednocześnie drogą krzyżową, która rozpoczyna się od kapliczki u podnóża wzniesienia. Poszczególne stacje oznaczone są krzyżami przymocowanymi do drzew.
1.jpg4.jpg2.jpg3.jpg
Bertrand przyjmuje funkcje przewodnika. Z Ulucza jedziemy do Hłomczy. Cerkiew przynajmniej z kolorystki dachu podobna do cerkwi w Szczawnej. Nie udaje się nam znaleźć osoby dysponującej kluczem, aby zobaczyć wnętrze cerkwi. Lekko jesteśmy zbulwersowani widząc na domu w którym mieszka duchowny wywieszoną flagę ukraińską a polskiej niet. Czyżby tam mieszkał obywatel polski będący patriotą ukraińskim? Trochę to dziwne.
6.jpg5.jpg
Następnym przystankiem jest Dobra. Cerkiew przyciąga uwagę ciekawą, konstrukcją dzwonnicy. Drogą dedukcji znajdujemy dom gdzie jest deponowany klucz do cerkwi. Dzięki uprzejmości Pani zarządzającej kluczem możemy obejrzeć wnętrze cerkwi. Pięknie zachowany ikonostas i polichromie pokryte patyną czasu nastrajają człowieka refleksyjnie. Przed cerkwią odnajduję rzeźbę której fotografie można oglądać w albumie „Zdzisław Pękalski”.
7.jpg10.jpg8.jpg9.jpg
Jadąc dalej odwiedzamy jeszcze cerkwie w Tyrawie Solnej i Siemuszowej. Nie możemy sobie odmówić odwiedzin góry Sobień. Zachwycające widoki na San z tarasu widokowego bezcenne. Na koniec tak intensywnego dnia zostawiamy sobie odwiedziny w ogrodzie sztuki. Najpierw odwiedzamy Bogdana Iwanowskiego w Tyrawie Wołoskiej. Sam artysta oprowadza nas po swoim gospodarstwie opowiadając o rzeźbach znajdujących się w plenerowej galerii. Widoczna jest fascynacja dwiema postaciami. Jedna to Jan Paweł II a druga to marszałek Józef Piłsudski. Oczywiście nie brakuje odniesień do legend bieszczadzkich można zobaczyć urocze kapliczki, biesy i czady. Na zakończenie objazdu jedziemy do Hoczwi odwiedzić Zbigniewa Pękalskiego. Bertrand wcześniej umówił naszą wizytę. Spotkanie niesamowite pełne ciekawych opowieści o sztuce o samym artyście i o życiu. Ogromne wrażenie robi piwnica przerobiona przez Zbigniewa Pękalskiego w sanktuarium sztuki. Jest to miejsce sacrum, gdzie odbywają się msze i jednocześnie galeria sztuki gdzie zobaczymy kwintesencję twórczości Pękalskiego. Można tam podziwiać Madonny i Jezusy malowane w świńskich korytach, świętych wydobywanych ze spalonych gontów cerkwi, po stary piec gdzie diabeł do dziś ma swoje schronienie. Było to wspaniałe podsumowanie dnia. Zakupiliśmy jeszcze najnowszy album o artyście oczywiście z dedykacją głównego bohatera i zostało jeszcze tylko dojechać do swoich kwater. Zaczęło się już ściemniać, żegnamy się z Renatką i Bertrandem. Czas ruszać, niesieni przez mechaniczne konie pędzimy: Bertrand do Komańczy ja do UG. A jutro nowy dzień i nowe przeżycia. Może uda się odwiedzić Magurę i Caryńską.
cdn.
PS. poniżej pozostałe zdjęcia do tego odcinka relacji.