Pokaż wyniki od 1 do 10 z 43

Wątek: Blubry starego pyry.

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik Awatar Pyra.57
    Na forum od
    08.2006
    Rodem z
    stolica Pyrlandii
    Postów
    1,596

    Domyślnie Odp: Blubry starego pyry.

    1.09.
    Ranek wita nas mgłami. Niebo pochmurne koloru stali ale nie pada. Jesteśmy spragnieni Bieszczad. Szybkie śniadanie i poranna kawa. Przygotowanie prowiantu na drogę. Pakujemy plecaki. I ruszamy do centrum UG szukać transportu do Widełek. Stoi kilka busów ale wszystkie jadą albo do Wetliny albo do Wołosatego. Wychodzi Czesiu właściciel sklepu witamy się, patrzy na nas i zaczyna nas zniechęcać do wyjścia na szlak. Mówi, że nie ma po co iść bo widoków nie ma i będzie padało. Ale wytłumacz palaczowi, że palenie szkodzi. Podobnie jest z nami jesteśmy tak spragnieni bieszczadzkich szlaków, że nic nie jest w stanie nas zniechęcić. Jest jeden problem nie mamy transportu. Rozwiązanie awaryjne to PKS o 10 ale do odjazdu jeszcze jest godzina. Zamawiamy więc w sklepie produkty na szybki turystyczny obiad, które odbierzemy po zejściu ze szlaku. Chyba Czesiowi zrobiło się nas żal bo odpalił swój dostawczy bus. Ładujemy się z plecakami we trójkę do kabiny, która może pomieścić trzy osoby ale z kierowcą. Ruszamy ściśnięci jak sardynki w puszce. Czesi stwierdza no to k… pojedziemy bez zmiany biegów, bo faktycznie tej czynności wykonać nie można było. Dzięki Czesiowi na szlaku jesteśmy dużo wcześniej niż gdybyśmy jechali PKS. Wędrówka na Magurę Stuposiańską przebiega bez niespodzianek. O przepraszam jest jedna niespodzianka – oznakowanie szlaku. Kilka lat temu oznakowanie było fatalne, teraz jest OK. Znaki widoczne nie ma sytuacji, że szlak nagle gubi się w ostępach lasu. Pocieszające jest to, że nie pada. Widać ślady eksploatacji zasobów leśnych. Spotykamy też monstrum pracujące przy zwózce drewna. Byliśmy zdziwieni gdy dochodząc do szczytu usłyszeliśmy hałasy jak w centrum miasta. Im bliżej szczytu tym gorsza pogoda. Zaczyna lekko popadywać. Ale jesteśmy w lesie i nie jest to dokuczliwe. Do Przysłupu Caryńskiego schodzimy bez żadnych problemów. Naszym oczom pokazuje się nowa Koliba w całej okazałości. Rozmawiamy z gospodarzem schroniska. Pytamy kiedy schronisk ruszy. Dowiadujemy się, że otwarcie planowane jest na przełom września i października. Za zgodą gospodarza pod zadaszeniem Koliby spożywamy nasze drugie śniadanie. Nie można tutaj nie wspomnieć o pomocniku gospodarza schroniska, wilczurze, witającym przybyłych turystów radosnym merdaniem ogona i oczywiście domaganiem się pieszczot. Fajne psisko ale Kazana z Chaty Socjologa chyba nie jest w stanie przebić. Mam nadzieje, że nowa Koliba będzie miała klimat starej. Pogoda zaczyna się załamywać, zaczyna padać i to dość intensywnie. Wyciągamy z plecaków peleryny nabyte u Barnaby. Zaczynamy mozolną wspinaczkę na Połoninę Caryńską. Nawet nie chce mi się wyciągać aparatu bo wilgoć jest wszechogarniająca. Wszędzie mokro. Im wyżej tym coraz silniej pada wieje nieprzyjemny zimny wiatr. Czuję, że impregnacja butów nie wytrzymuje tej ilości wody. Buty zaczynają pomału przemakać. Im bliżej szczyt tym bardziej zaczynam mieć dość. Mimo tego, że nie jestem zmęczony to mgła, szarówka, deszcz zniechęcają do dalszej wędrówki. Ale myśl, że z każdym krokiem jestem bliżej celu mobilizuje do dalszego marszu. Na połoninie cisza i spokój. Widoków zero, ludzi nie uświadczysz. Pogoda skutecznie odstraszyła wszelkiej maści łazików. Deszcz pada coraz intensywniej. Cholera jak dobrze, że mamy peleryny bo inaczej przemoklibyśmy do suchej nitki. Dziewczyny się śmieją, że pogoda płacze nad uczniami zaczynającymi dzisiaj rok szkolny. Teraz przed nami tylko droga w dół do UG. Po ok. 2 godzinach jesteśmy na dole. W sklepie wita nas Czesi i radośnie oznajmi „a co nie mówiłem”. Robimy zakupy przede wszystkim kupujemy złocisty niepasteryzowany napój, zamówione wiktuały na obiad i udajemy się na kwaterę. Tam zaczyna się suszenie przemoczonych butów oraz części garderoby. Gorący prysznic znacznie poprawia samopoczucie. Obiad też smakuje wyśmienicie. I na koniec to co najlepsze złocisty niepasteryzowany napój, można zakrzyknąć cóż za smak. Zgrywam zdjęcia do archiwum i teraz można już spokojnie wskoczyć do łóżka.
    cdn.
    1.jpg3.jpg2.jpg4.jpg5.jpg6.jpg9.jpg10.jpg7.jpg8.jpg

    Ostatnio edytowane przez Pyra.57 ; 28-09-2010 o 10:41 Powód: zdublowane zdjęcie
    pozdrawiam
    Marek

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •