To nie prawda, że jeleni jest w Bieszczadach "mnóstwo". Jelenie stanowią podstawę pożywienia wilków. Wraz ze spadkiem liczebności jelenia wzrasta liczba "wizyt" wilka w zagrodach. Wzrasta presja na odstrzał wilka, a przecież tylu zasłużonych myśliwych nie ma tego cennego trofeum. Myśliwi nie strzelają z głodu, nie strzelają dla "gospodarki łowieckiej", bo jakby o niej myśleli, to strzelali by do lisów, ale to się nie opłaca. Ani tego się nie je, ani skóry się nie sprzeda. Za to strzela się do każdego konkurenta; przypadkowo do jastrzębi, myszołowów, przez pomyłkę do psa, wilka, i do każdego dużego, bo to chwała zabić odyńca, nawet jak się zapłaci karę. Albo żubra. A jak taki jeleń głupi ma taaakie rogi, to nie pożyje, choć jego mięso jest już niejadalne. I zostanie zastrzelany dla trofeum, choćby genetycznie był świetnym ojcem całej gromady młodszych chłystków. One przeżyją. I tak prawo doboru w skutek działania myśliwych bierze w łeb. Zostają jednostki najsłabsze, nie warte kuli.
To znam. Jeżeli Edyto znasz innych myśliwych, to masz dobrych znajomych. Ja takich nie spotkałem, a stan populacji jeleni wskazuje, że większość myśliwych to koledzy moich znajomych.
W latach 80 na Krywem widywałem po 40 łań. Tam nikomu nie szkodzą, żadnych upraw nie niszczą. Ale to był czas, kiedy tam się nie polowało. Taka obowiązywała zasada. Teraz jak wyjdzie kilka łąń, to dużo. Za to wilk tęsknie obserwuje kozy pasące się za podwójnym pastuchem i pilnowane przez owczarki. Coraz trudniej mu o sukces w polowaniu. A pod amboną wysiany owies, podsypana kukurydza. To taki patent na dokarmianie. Pod amboną.
Pozdrawiam
Długi