Strona 2 z 5 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 5 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 11 do 20 z 50

Wątek: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010

Mieszany widok

  1. #1
    Poeta Roku 2010
    Poeta Roku 2009
    Poeta Roku 2008

    Awatar WUKA
    Na forum od
    07.2006
    Rodem z
    Toruń
    Postów
    3,908

    Domyślnie Odp: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010

    Jak zawsze, bombowa relacja. Słowo "barakobar" zabrzmiało jak stwór jakiś morski, co pod wodę wciąga! Tyle tu smaków, zapachów, klimatu....!

  2. #2
    Bieszczadnik Awatar Viwaldi68
    Na forum od
    03.2009
    Rodem z
    podkarpacie
    Postów
    434

    Domyślnie Odp: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010

    Dawaj Buba
    dawaj
    dalszy ciąg relacji .
    Niecierpliwie czekamy.

  3. #3
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010

    w tutejszych gorach rosna jakieś dziwaczne rosliny z małymi wsciekle ostrymi rzepami czepiajacymi się skarpetek.. można oskubac skarpetke a za 5min to samo...



    wieczorem idziemy do bani. Podczas gdy toperz już się caly rozplywa – mi jest cieplo i przyjemnie- wreszcie temperatura do zycia troche brakuje zimnego jeziora gdzies nieopodal- trzeba się schladzac polewajac woda z kubeczka... ale ponoc za rok będzie już skonstruowany basenik :)





    potem przekonujemy się jak wielki bład zesmy popelnili zamawiajac dwudaniowy obiad.. najpierw wjezdzaja na stol lepioszki ze smietana i sliwkowym powidlem- są tak pyszne i w takich ilosciach ze na tym etapie można by zakonczyc obiad.. nic bardziej blednego... potem zupa- rownie pyszna z miesem, warzywami, taka zawiesista, ze lyzka stoi i ze smietana.. z tym dajemy jeszcze rade...



    ale potem podaja mieso z makaronem.. i jeszcze gospodyni dogladaja czy wszystko zjedlismy, czy nam smakowalo i czy przypadkiem (ratunku!!!) nie chcemy dokladki! Po kryjomu chowamy kotlety do kieszeni i potem skarmiamy nimi zwierzyne i dlugo lezymy plackiem nie mogac się poruszyc... chyba po raz pierwszy w zyciu jestesmy stanie zrozumiec powiedzenie ze „na pierwszym kotlecie się siedzi a ostatni ma w zebach”

    Rano wstajemy wczesnie bo daleka przed nami droga. Ruszamy w czworke- bo caly dzien będzie nam towarzyszyc striełka- wedrowny psiak z pczelinoje.



    Dzisiejszym celem jest jaskinia bolszoj buzłuk, zwana tez sniezna korolewa. Jaskinia jest nietypowa- nawet w upalne krymskie lato utrzymuja się w srodku lodowe sople i nawisy. Co dziwne nie jest wcale taka gleboka i jest zupelnie jasna- nie potrzeba uzywac latarek. Wpadaja do niej promienie slonca a 10m dalej czai się lód...

    krymskie jajły to zdecydowanie rodzaj gor dla mnie- jakieś 20min musimy się wspiac pod gore, a potem już rozciaga się malowniczy plaskowyz i można isc isc i isc podziwiajac widoki i nie meczyc wypluwajac płuca pod gore.











    Mijamy ciekawy szczyt dinozawr



    i inny, bezimienny ale z czacha bawoła na szczycie

    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  4. #4
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010

    potem wlazimy do naszej jaskini- tu chyba opis jest zbedny- bo zdjecia mowia same za siebie :)
    wspomne tylko ze z początku mamy troche pełne gacie jak widzimy ziejący wielki otwor w głab ziemi a wołodia radosnie zaczyna rozwijac drabinke







    z bliska i po dokladnym przyjrzeniu się jaskinia przestaje przypominac wulkaniczny krater bez dna, są również mniej strome zbocza a wejscie wydaje się nawet calkiem realne.








    Przebywajac w tym miejscu, patrzac na lód, nacieki, chłodny oddech scian, mgłe kłebiaca się przy wejsciu- jakby duchy tego miejsca, sluchajac spadajacych kropli ale przede wszystkim ciszy...dzwoniacej w uszach ciszy... caly czas mam w oczach nasza jaskinie niedzwiedza, raj czy niektore jurajskie, pelna barierek, elektrycznosci, schodkow, uchwytow, krat, kłodek, zakazow i wrzasku... jak ludzie tak mogą spaprac piekne rzeczy wokół i jeszcze się tym cieszyc? A mgly i skalne stwory patrza się na mnie zdziwione- jakby zupelnie nieswiadome ze nie caly swiat wyglada tak jak karabi...























    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  5. #5
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010






    potem zagladamy jeszcze do dwoch jaskin: kastere i monastyr czokrak.. czas nie pozwala już wlezc do srodka ale może kiedys...

    wlazimy na gore irtysz- która niedosc ze ma tak fajnie się kojarzaca nazwe to jeszcze znajduje się w samym srodku karabi :)



    wołodia pokazuje nam była baze radarowa na sasiednim pasmie- kiedys wykrywala samoloty i statki na tysiace km, teraz jest jednym z większych krymskich skladow złomu, gdzie powazne
    wojny straznikow ze złomiarzami są ponoc na porzadku dziennym.


    Dowiadujemy się tez o niesamowitym cyrku jaki tu panowal w sierpniu. Z powodu pozarow w rosji zaczeli szalec tez tu na krymie- zamkneli i obstawili wojskiem wszystkie drogi prowadzace w gory. A pczelinoje ma szczescie lezec w samiuśkich gorach... wołodia rano pojechal na motorze z kumplem do biełogorska, zrobili zakupy, obładowani wracaja glowna droga od gołowanowki a tu ich wojsko nie chce puscic bo gory zamkniete.. na nic gadka ze oni tam mieszkaja- był rozkaz nie puszczac nikogo to nie puszczaja.. zatem probuja od zielonogorska, od krasnosiełowki- wszedzie na nic, obstawione jakby wojna miala być.. ale miejscowy sobie zawsze poradzi, kluczac caly dzien znalezli droge której nikt nie pilnowal...spokojnie wrocili nia do domu- ba! cale lato przywozili nia zaprzyjaznionych turystow na karabi bo kordony wojska dostaly prikaz zabezpieczyc wszystkie dojazdowe drogi a samego plaskowyzu nie pilnowal już nikt
    Pozarow na karabi nie było zadnych przez cale lato- a ponoc na calym krymie nie było ich więcej niż co roku..

    Wracajac spotykamy rodzinke z kijowa, facet, babka i dwoje dzieci. Szukaja wody- jakiegos zrodla bo sobie za malo wzieli i już ich suszyc zaczyna. Facetowi się geba nie zamyka- gada bez przerwy. Parę lat pracowal w polsce, obecnie dużo czasu spedza w niemczech. Teraz spedzaja cale lato z rodzina nad morzem w okolicach rybaczie (widac ze nie kłamia – są wszyscy opalenie na skwarek) i dziś wybrali się na wycieczke bo chcial pokazac dzieciom gory i jaskinie. Ogolnie jest to dosyć zarozumialy typ: „jestem najmadrzejszy na swiecie i na wszystkim się znam”. Nie bardzo przyjmuje do wiadomosci rozne sugestie odnosnie drogi powrotnej (a ida zupelnie nie w ta strone co by chcieli). Wołodia zabiera go na gorke i cos tam dlugo tlumaczy i pokazuje jak trzeba isc- ale chyba i tak nie skorzystali.. mapy nie mieli..
    Wolodia potem mowi ze nie mieli najmniejszych szans dotrzec do swojej bazy przed zmrokiem.. proponowal im nocleg u siebie w pczelinoje i zeby rano poszli dalej.. nie chcieli skorzystac...
    Ciekawe czy mieli latarki....( choc raczej wielkosc ich plecakow wskazywala na przechowywanie tam chusteczek do nosa)

    wracamy pelni wrazen ale tak zmeczeni ze padamy na pysk...ostatkiem sil idziemy do bani i zjadamy obiad.. a tu gospodyni nas zaprasza na impreze- dziś są jej urodziny, zaprosila kilku sasiadow... mimo ze chcielibysmy poznac tych ludzi i nie sprawic gospodyni przykrosci- nie mamy zupelnie sily i odmawiamy... jedynym marzeniem jest się polozyc, co tez pospiesznie czynimy... nie zdazylam się jeszcze dotknac glowa poduszki czy zamknac oczu a już lece w jakiś bezdenna ciemna przepasc, jakby skrzyzowanie lodowej jaskini z najglebsza sztolnia karabi....

    Jak się potem okazuje naszą decyzją odnosnie imprezy zyskujemy dozgonna wdziecznosc wołodii on tez padl zaraz po przyjsciu i nawet nie wychylil kielicha za zdrowie zony, która od rana zaczela mu robic wymowki. A tak zyskal niepodwazalny argument- „widzisz, to nie moja zla wola. Turysty mlode a tez padły i nie przyszly”

    wiedzac ze nastepnego dnia idziemy na biala skale, wołodia opowiada nam ze to miejsce „gralo” we wszystkich filmach kowbojskich czy indianskich kreconych w ZSRR. Bardzo nam poleca film „kaukaska pliennica” który tez wykorzystywal ten plener.

    dziś zegnamy to urocze miejsce... gospodyni mimo naszych sprzeciwow odgrzewa nam szaszłyki z wczorajszej imprezy, wychylamy z wołodia na pozegnanie po stakańczyku i ruszamy w strone gołowanowki. Pogoda jak przystalo na krymski wrzesien, ciemno, leje, 15 stopni...





    droga do gołowanowki blotnista i mglista... spotykamy stadko lesnych swinek- czyzby wybraly wolnosc?

    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  6. #6
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010

    Na drodze do biełogorska zaczepia nas taksowkarz czy nas nie podwiezc. Odmawiamy tlumaczac ze my chcemy marszrutką ., więc odjezdza...Jak się potem okazuje zatrzymuje marszrutke na nastepnym przystanku zeby na nas poczekala...

    trasa autobusiku wiedzie wyboistymi drogami przez wszystkie okoliczne wioski. Co można zauwazyc- samochodowy klakson dobrze odstrasza swinie, krowy maja go w d..

    w Biełogorsku siąpi i zimno... a więc zdechł nasz pomysl noclegu na białej skale i porannych widokow na karabi jajłe... szukamy jakiegos hoteliku... ponoc takowego w miescie nie ma,więc sytuacja zaczyna wygladac nieciekawie zwłaszcza ze deszcz wcale nie przestaje padac... kilka osob zaczyna cos jednak wspominac o nowym wspanialym budynku w ich miescie gdzie planowany jest hotel ale nie wiadomo czy już go otwarli. Ow budynek okazuje się być centrum handlowo-rozrywkowym: na parterze samoobslugowy market, na pietrze hotel, nocny klub, salon pieknosci, sala bankietowa itp.


    Na pierwszy rzut oka wyglada niezbyt zachecajaco.... ale jako ze nawet włodzimierz ilicz poleca ten przybytek więc nie mamy wyboru


    jestesmy jednymi z pierwszych gosci- hotelik dziala od tygodnia. Wszystko cuchnie swieza farba, nowoscia i remontem, dlugie korytarze zdaja się być jeszcze w budowie.



    Na recepcji zaczyna mi się bardziej podobac- wogole zebym weszla to babki muszą odsunac worek z cementem i wykopac krzeslo spod stosu karniszy, drabin i listewek. No i obsluga jest przemila- 3 usmiechniete od ucha do ucha babeczki, opowiadajace o atrakcjach okolicy: bialej skale, zbiorniku, przeleczy za aleksiejewka.. Nikt z nich tam nie byl- ale wiedza ze tam jest pieknie.

    Troche wpadaja w panike jak wnosimy do nowiutkiego pokoiku nasze ociekajace blotem plecaki, oraz buty utaplane w mieszaninie gliny i odchodow wszelakiego przydomowego inwentarza, sugeruja aby zostawic caly majdac w przedpokoju- „bo tu kafelki..”

    my tymczasem idziemy pozwiedzac okolice. Pierwszym okresleniem jakie się nasuwa jest „zapyziałe miasteczko” czy takie jakie lubie najbardziej :)

    Rzuca się w oczy ze 90% jezdzacych tu samochodow to stare lady, moskwicze, zaporozce.. glownie łady.. innych aut prawie się nie widzi.
    Dużo tu tez pomnikow i wogole pozostalosci czasow minionych..


    Odwiedzamy knajpke gdzie zbiera się przy piwie i koniaczku chyba pol miasta. Degustujemy piwo krym i sarmat. „Krym” jest pyszne, a to drugie obrzydliwe...

    wieczorem odkrywamy ze nasze wspaniale sliwki od wołodii zmienily się w plecaku w mus sliwkowy i rozwazamy zrobienie kompotu. (wielkie podziekowania dla mi, za przepis na kompot z imbirem i gozdzikami- mniam!). Jako ze nie wiemy czy w pokoju nie ma czujnikow dymu- kompot powstaje na balkonie.


    Nie wiem czy z racji suszacego się prania, roznoszacego się wokół zapachu kompotu czy był jakiś inny ukryty powod- ale nasz balkon budzi ogromne zainteresowanie wszystkich przechodniow, nie ma takiego co by glowa mu się nie skrecila, a jeden ciekawski rowerzysta prawie nie wjezdza w drzewo i zalicza bliskie spotkanie z chodnikowymi plytami...
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  7. #7
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010

    Rano piekna pogoda więc ruszamy na biala skale. W jakims przewodniku wyczytalam ze idzie się tam z czernopola co jest totalna bzura. (może dlatego ze kolo czernopola jest gora Ak, a biala skala to Ak-Kaja?)
    Nadrabiamy więc z 10km drogi, ale przynajmniej polazilismy troche po zaułkach biełogorska :)







    w koncu lądujemy we własciwej miejscowosci pod sama biała skala.




    Z wioski kreta droga pniemy się w gore- krajobraz pylisty i wygrzany słoncem















    Biała skała to jakby uskok czy jakieś pękniecie terenu- z jednej strony 100m przepasc a z drugiej łagodnie rozlewajacy się plaskowyz az po horyznt.








    Na gorze spotykamy rodzinke z moskwy która przyjechala tu terenowka od strony plaskowyzu. Fotografuja swoj wehikuł w roznych ujeciach, na mrozacych krew w zyłach polkach skalnych i stromych podjazdach.




    Wspolnie wypijamy winko (oni maja wytrawne, my słodkiego kahora) , gawedzimy o krymie (oni bywaja tu przynajmniej 5 razy w roku), obiecujemy wymienic się fotkami i pisac do siebiemaile. Troche mnie zalamuja mowiac ze karadag wciąż zamkniety :(


    gdzies w oddali szaleje burza...
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  8. #8
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010

    idziemy tez zobaczyc jaskinie, droga tam prowadzi bardzo malownicza sciezka u podnoza skaly











    spotykamy tez grob- ktos albo dostal kamieniem w łeb, albo spadl z gory? Może wspinacz, albo wypil za dużo? Nie ma zadnej wzmianki kim był, ile mial lat... przy krzyzu i kwiatach leza tez ciasteczka , cukierki i stoi pelen kubek wina.. z braku innych przysmakow zostawiamy duchowi wedzony serek- do wina powinien pasowac...

    czas nas nagli bo ostatnia marszrutka jest o 19. Ale postanawiamy wrocic tu jutro.

    Ranek wita nas już nie tak pogodny jak wczoraj, ale i tak suniemy w strone bialej skaly.

    Kawalek za wioska, nad rzeczka spotykamy malutkiego kotka, niby zwyczajne spotkanie ale kotek idzie w nasza strone i rozpaczliwie miauczy... wyglada jakby się zgubil.. ale myslimy ze pewnie gdzies w pobliskich krzakach siedzi jego mama i zaraz po niego przyjdzie. Oddalamy się pospiesznie aby nie szedl za nami bo wtedy zgubi się na amen..

    Dziś zmierzamy w przeciwna strone- pod dziwna konstrukcje która przypomina radar.






    A potem wzdluz białej skały szukajac jaskin i dziwnych skał









    znajdujemy przyskalny jakby minitunel, wyscielony niesamowicie mieciutkim piaseczkiem(zmielona skałą?) , prawie bialym- lezy się w nim jak w puchu- i ciezko odmowic sobie radosci wytarzania się :) :)





    Pogoda coraz gorsza, znad bialej skaly ciagna chmury z ciezkimi brzuchami, schodza mgly...



    wracajac do wioski, gdy mijamy mostek cieszymy się ze kota nie ma , ze szczesliwie wrocil do mamy..
    az nagle pod krzakiem widzimy zwiniety kłębuszek! Ten sam, pręgowany i rozpaczliwie miauczacy.. tylko bardziej zmarzniety niż rano :( idzie wieczor, zaraz zacznie lać, nie mozemy go tu tak zostawic.. Probuje mu dac troche chleba ale nie chce..wogole nie wiemy czy już je cos poza mlekiem.. zabrany na rece wtula się w kurtke i mruczy.. nie mozemy go zabrac, gdyby to było w polsce to już bysmy mieli kota... ale nie przewieziemy go przez granice. Poza tym jak go trzymac w hotelu w bielogorsku, potem 2 godz w autobusie, dobe z plackarcie i 9 godzin w pociagu? To chyba niemozliwe... we wsi pusto, nie ma w zasiegu wzroku zadnej mile wygladajacej babuszki, której by można go oddac pod opieke.. postanawiamy zostawic go w srodku wsi, kolo pasacego się cielaczka. Cielaczek zauwaza kota-chyba oba są soba tak samo zainteresowane jak i przestraszone.Pewnie ktos zaraz przyjdzie po cielaka i zauwazy małego...moze wezmie do obory i da spodek mleka? Nie wiem czy wybralismy dobre rozwiazanie... ale zadne lepsze nie wpadlo nam do glowy..
    caly wieczor martwimy się losem kotka....
    W biełogorsku na dworcu spotykam ciekawy kibelek- dużo kibelkow na ukrainie jest ciekawych ale ten bije wszelkie rekordy. Jak to mawiał marcin- 150% klimatu
    Betonowe pomieszczenie a w srodku trzy dziurki w ziemi, bez zadnych scianek między nimi. Do tego ze nie ma przedniej scianki już przywyklam- ale tu nie ma tez bocznych i się można trącac łokciami Podchodzac widze ze korzysta jakas babuszka więc grzecznie czekam przed. Za mna ustawia się już kolejka i jakas babka mnie strofuje: „diewuszka, na co czekasz, nie jest zajete, tam są 3 dziurki” Pelna wspolnota-nawet kosz na srajtasme jest tylko jeden i wspolnie się z niego korzysta. W srodku tez wszystko skolektywizowane- jedna drewniana połka na torebki, o dziwo jest papier toaletowy który krazy z rąk do rąk. Babki podczas korzystania z przybytku gawedza sobie o żywieniu krów, od czego takowe maja wzdecia i jak leczyc chore kopyta. Jestem tez pelna podziwu dla jednej mlodej niewiasty która potrafi skorzystac z tego kibelka na 15 cm obcasach.
    Przy wyjsciu na scianie 3 gwozdzie na kapoty i nawet odlamek lustra aby moc poprawic makijaz! I waz z woda ! Bo po kazdym korzystaniu trzeba ladnie splukac cala podloge..

    a jutro do koktebela!!!
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

  9. #9
    Bieszczadnik Awatar joorg
    Na forum od
    01.2005
    Rodem z
    Krosno
    Postów
    2,335

    Domyślnie Odp: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010

    Buba !!!!! super to opisujesz ,wspaniałe wędrówki, za takie relacje należą się nominacje .
    Jak już pisałem, jesteście "NIESAMOWICI" ...razem z toperzem.
    "dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
    Pozdrawiam Janusz

  10. #10
    Kronikarz Roku 2011 Awatar buba
    Na forum od
    02.2006
    Rodem z
    Oława
    Postów
    3,646

    Domyślnie Odp: Kinburn, Arabatka i Krym- wrzesień 2010

    Suniemy sobie z plecakami przez pczelinoje w strone meteostacji- już prawie wychodzimy z wioski , jak slyszymy ze jakas babka krzyczy „riebiata!!!” i biegnie za nami. Jak się okazuje wraz z mężem prowadza tu schronisko i koniecznie chce nam je pokazac. Polowanie na turyste okazalo się skuteczne- miejsce nam się na tyle podoba ze decydujemy się zostac.



    Babka przynosi nam mleko, które sączymy na werandzie zaprzyjazniajac się z malutka sówka- która dzieci przyniosly ze zlamanym skrzydlem i pomieszkuje sobie teraz przy domu.



    Po jakims czasie wraca gospodarz schroniska- wołodia, który jak się okazuje jest lokalnym przewodnikiem który organizuje wycieczki po karabi jajle. Fakt- tą naziemna można sobie zwiedzac spokojnie samemu- lecz prawdziwa karabi jajła znajduje się przede wszystkim pod ziemia- jest tu ponad 300 jaskin, glownie o rozwinieciu pionowym, więc samodzielne zwiedzanie bez sprzetu może być dosyć utrudnione. A tu w schronisku wołodia ma liny, uprzeze, drabinki, które udostepnia turystom.
    Co ciekawe wiele jaskin jest nadal nie odkrytych- caly masyw ma strukture jakby pumeksu- tylko do wielu korytarzy nie ma dostepnych wejsc, lub są zbyt niewymiarowe by ulatwiac eksploracje ludziom (albo to ludzie są niewymiarowi? ) Co roku przyjezdzaja tu mlodziezowe obozy speleologiczne które odkopuja sobie „swoje” jaskinie szukajac lokalizacji niedostepnych podziemnych korytarzy za pomoca jakiś „echosond”.

    Wołodia pokazuje nam album ze zdjeciami z okolicznych jaskin i szczytow, kilka artykulow o karabi z roznych rosyjskich gazet i proponuje ze jakbysmy chcieli to mozemy się jutro gdzies razem wybrac. Jakie jutro??? toz dzisiaj tez jest dzien!!!

    jako ze jest już sporo po poludniu mamy ograniczony wybor jaskin i tras- musi być blisko. Wołodia proponuje nam wąwoz i jaskinie szan-kaja, zwana również „kamienny dom szamana”

    połozona jest w wąskim, skalistym wąwozie calkowicie zarosnietym starymi bluszczami o grubych i pokreconych konarach.







    Aby do niej dotrzec trzeba pokonac kawalek drogi po skale. Aby nam ulatwic zadanie wołodia rozwiesza drabinke i dodatkowo asekuruje nas lina.. można się poczuc jak ostatnia ciamajda jak się wisi na drabince probujac wsadzac nogi we wlasciwe szczebelki, łapy się rozjezdzaja na sliskiej skale a wolodia smiga po tej samej skale jak mucha – jednoczesnie zwijajac za nami line... jakby podlegal jakims innych prawom ciazenia







    odwiedzona przez nas jaskinia za czasow poganskich gdy zyli tu taurowie (chyba o nich chodzi- wolodia nazywa ich „tawry”) sluzyla za swiatynie. Owe plemiona czcily byka- więc jest kamienna jakby rzezba przypominajaca to zwierze. Kiedys były tez bycze łby z rogami czy fragmenty kosci- jednak wielu turystom za bardzo się podobaly. Zostaly jakieś marne resztki malych kosci- na które wolodia pilnie baczy czy nie chowamy ich do kieszeni





    Ponoc obecnie poganska religia zyskuje w rosji wielu zwolennikow i nowych wyznawcow, sporo ich przyjezdza tu do tej jaskini, pala swieczki, odprawiaja jakieś swoje tajemnicze nabozenstwa.

    Wołodia twierdzi ze nie wyznaje zadnej religii- twierdzi ze madry i zaradny czlowiek „sam jest sobie bogiem” i powinien sam umiec na siebie i rodzine zarobic, zadbac, zyc w zgodzie z przyroda, umiec się leczyc ziolami i tak postepowac aby nie czynic krzywdy innym. Uwaza ze rozne religie to „pojscie na łatwizne” bo ciagle oczekuje się wsparcia i pomocy od istot nadprzyrodzonych zamiast samemu stawiac czoła problemom. Acz mam nieodparte wrazenie ze właśnie o poganach wypowiada się z najwiekszym szacunkiem i sympatia.

    Z bram jaskini roztacza się przepiekny widok na polnocna karabi



    już wracajac zagladamy również do jaskini kara-murza, zwanej tez „biezdonny kołodiec”- jednej z glebszych w tych gorach, majacej cos ponad 100m glebokosci. Za poganskich czasow wrzucano tu zmarlych-twierdzac ze oddaje się ich matce-ziemii, gdyż jaskinia ma takie dno ze nie slychac ze cos na nie spada, co poteguje wrazenie „bezdennosci”



    odwiedzamy także poganskie kurhany-usypiska kamieni , zawsze z ładnym widokiem, zarowno te nalezace do moznowładcow jak i zwyklych ludzi. Większość z nich jest już tysiace lat temu rozgrabiona i rozkopana na dziesiata strone, ale ponoc nadal są ochoczo penetrowane z wykrywaczem metalu przez poszukiwaczy skarbow. Legendy glosza ze w najwiekszych ilosc zlota mogla dochodzic do 2 ton.









    Wołodia należy do ludzi bardzo rozmownych i ma dużo ciekawych rzeczy do opowiedzenia.

    Mamy wyklad z ziololecznictwa, chcialoby się to wszystko zapamietac i moc wprowadzic w życie... tylko ze spora ilosc pokazywanych roslin to endemity, typowe tylko dla tego pasma, a przynajmniej dla krymu...miejscowi praktycznie nie korzystaja z aptek tylko lecza się roslinami zebranymi na stepie. Wolodia jest wielkim przeciwnikiem wszelakiej chemii- zarowno w tabletkach jak i w pozywieniu. Zbieramy „limoncziki” roslinki o smaku cytryny stosowane do herbaty, ponoc pelne witamin, czubrice oraz debowe gałazki do bani- która planujemy wieczorem odwiedzic :)

    w ogóle dąb był swietym drzewem pogan- chrzescijanie go karczowali, palili chcac wraz z nim wyplenic dawna religie- ale deby odrastaly- tu na karabi większość jest w postaci rosochatych krzewow. Wolodia również otacza deby wielka czcia- uwazajac je za drzewo bardzo przydatne czlowiekowi- ponoc z zoledzi robi się tu i kawe i mąke – z ktorej placki nie maja sobie rownych.

    Rozmowy wkraczaja również na tematy polityczno-gospodarcze. Wołodia z rozrzewnieniem wspomina czasy sojuza, gdy w pczelinoje był kolchoz, pasly się stada krow, koz i przede wszystkim koni- wyrabiano tu kumys, były dwa sklepy, szkola, kazdy mial prace.. teraz wies prawie opustoszala, a tereny prawie do biełogorska kupił jakiś burżuj, z pochodzenia ruski, mieszkajacy w londynie i o nazwisku jakby polskiego magnata...na szczescie nie postawil jeszcze wszedzie tabliczek „teren prywatny-wstep wzbroniony” jak to bywa u nas, ale znacznie utrudnia życie mieszkancom- nie pozwala hodowac zbyt duzych stad koni i bydla, robic sianokosow, czy wyrabiac kumysu. Kumys wyrabia tylko jego fabryczka w zielonogorsku, ale do kumysu dolewaja krowiego mleka i jakiejs chemii i ponoc wogole nie przypomina w smaku tego trunku z kołchozu w pczelinoje za radzieckich czasow. A miejscowy magnat tylko czasem przyjezdza tu na polowania, albo przysyla swoich ludzi aby pilnowali porzadku i kapowali czy nikt nie łamie zasad...

    opowiada także o swojej dawnej pracy w fabryce okretow w teodozji, wtedy ich statki oplywaly i podbijaly swiat, teraz już nie istnieje a ukraina nie produkuje zadnych swoich statkow. Właśnie z tej fabryki ma unikatowe drabinki do jaskin, do 50m szczebelkow na aluminiowych sznurach- na nich kiedys malowali statki. Można takie kupic w sklepach ze sprzetem wspinaczkowym ale są ciezsze, krotsze i piekielnie drogie..

    dowiadujemy się tez ciekawych szczegolow o turystach goszczacych w schronisku w pczelinoje. O bogatych „nowych ruskich” co maja czas tylko na prace i kiedys przyslali tu swoje dzieci aby troche oderwaly się od stołecznego swiata murów, bram, zasieków, szyfrów i ochroniarzy. Czy o pewnym siebie cwaniaczku który chcial na szybko zobaczyc najwieksza i najtrudniejsza jaskinie i uwazal ze zabranie go tam będzie tylko kwestia kasy.. a jak wszedl do takiej o sredniej skali trudnosci to mial pelne gacie ze strachu ze nawet nie wyszedl zbyt dobrze na zdjeciu ktorym chcial się potem chwalic w miescie

    wołodia nie popiera „miejskiego” wychowania dzieci- tu w pczelinoje 10 letni chlopak to już jest meżczyzna, i wzrostem i postawa i psychika- traktor umie prowadzic, swinie zabic, pole zaorac i zasiac, dach naprawic.. a większość miastowych to jeszcze „prawie w pieluche robi”

    przestrzega nas również przed tatarami którzy ponoc tlumnie wracaja na krym, a ukrainskie wladze im to ulatwiaj np. dajac za darmo mieszkania, zasiłki. Ponoc ci co wracaja to grupa negatywnie wyselekcjonowana- cwaniaczkow, przestepcow czy ludzi którzy nie odnalezli się gdzie indziej , nie maja nic do stracenia i ze trzeba na nic uwazac bo sam nacial się kilka razy.. Nie mam pojecia ile w tym prawdy a ile propagandy i zakorzenionych przez lata uprzedzen...

    już blisko wsi zbieramy owoce- ostrezyny, sliwki czarne , gruszki i moje ulubione mirabelki. Mało owocow lezy na ziemi, ponoc trzeba przychodzic na zbiory wczesnym rankiem, bo potem przychodza swinki z calej wsi i wszystko pozeraja, uwielbiaja owoce i zdrowe odzywianie :) czego swinie nie zjadly albo pozniej opadlo my zbieramy i zjadamy ze smakiem :) czlowiek nie swinia, wszystko zje... :)
    "ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "

    na wiecznych wagarach od życia...

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Krym
    Przez Basia Z. w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 01-10-2012, 17:04
  2. Krym po raz trzeci
    Przez Basia Z. w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 17
    Ostatni post / autor: 19-09-2011, 17:35
  3. Czarnohora...sierpień / wrzesień 2010
    Przez joorg w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 21
    Ostatni post / autor: 05-01-2011, 00:32
  4. elektriczkami na krym
    Przez buba w dziale Oftopik
    Odpowiedzi: 45
    Ostatni post / autor: 18-05-2010, 20:52
  5. krym- zdjecia
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 04-09-2007, 23:21

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •