Pierwsze wita nas pylistymi drogami Rybałcze- mila wioska na brzegu dnieprowskiego limanu. W niej pomnik gierojow
i sympatyczna sklepiko-knajpka przerobiona z dawnego domu kultury, o czym swiadcza rozkladane kinowe krzeselka. Delektujemy się tu piwkami i pożeramy pielmieni, a marcin zapoznaje przed sklepem miejscowego numizmatyka, którego kolekcja po tym spotkaniu powieksza się o kilka polskich monet.
Glowna atrakcja Rybałcza- azurowa latarnia morska o metalowej konstrukcji, pod która przyczail się malutki domek latarnika, okazuje się być dalej niż się nam wydawalo..
Nie mamy tyle szczescia co wedrowiec z charkowa, obchodzacy pieszo caly kinburnski polwysep. On na brzegu w rybalczu spotkal wsiadajacego do łodki latarnika, więc wkrecil się na impreze i jeszcze został zabrany na sam szczyt latarni, skad mogl podziwiac cala delte dniepru... Tymczasem łódek niet, a co gorsza znowu zaczyna lać... :(
zatem pakujemy się do auta i suniemy dalej. Ciekawe jest ze prawie wszystkie znaki drogowe czy tabliczki na przystankach są postrzelane. Patrzac na przydrozne informacje o zasiegach kól mysliwskich – wychodzi ze tutejsza zwierzyna albo dobrze zwiewa, jest jej malo lub po prostu znaki drogowe są wdzieczniejszym obiektem dla poczatkujacego strzelca
po drodze zbieramy drzewo na ognisko, madre chlopaki ze zabraly siekiere! Zbieramy tez cala torbe szyszek- kto wie czy tam dalej będzie jaki chrust...
gierojskie wita nas dziwnymi kontrastami- szeroka asfaltowa droga, wyjatkowo rowna i nie dziurawa, duze pobocza, pomalowana jak autostrada a wokół duza ilosc chat ze strzecha.. i spore ilosci domowego ptactwa dziobiace po asfalcie co swiadczy o niezbyt duzym ruchu...
utwardzona droga konczy się za gierojskim jak uciecie noza.. dalej już tylko piaszczysta lub gliniasta koleina wijaca się wsrod lasu i jeziorek. Na oko dla osobowek nieprzejezdna, acz widzielismy tu i ówdzie bohaterskie łady i tavrie.
Mijamy po drodze ogromnego gruzawika, który bez problemu zjezdza w piach aby nas przepuscic, jak się z bliska okazuje jest to kursowy autobus- ma tabliczke „gierojskoje- wasilijewka”.. Nikt nie zdazyl wyjac aparatu.. :(
Fragmenty drogi do wasilijewki są dwupasmowe , z pasem zieleni posrodku :)
Mijamy wasilijewke kierujac się dalej w strone koniuszka kosy. Zachod slonca zastaje nas kawalek za wsia..ech...zabraklo tych dwoch godzin by odwiedzic sasze...... ale miejsce , które nam los wyznaczyl na biwak jest również bardzo urokliwe. Wysoki piaszczysty klif, niesamowicie pachnacy sosnowy las i widokowe wzniesienie – 12m n.p.m :) jedyny problem ze z mapy wynika ze jest tu rezerwat, więc musimy zrezygnowac z ogniska. Ogien na brzegu byloby widac od holej prystani do oczakowa.. zatem pracowicie porabane drzewo oraz siatka szyszek wracaja na łono natury
wieczorne jadło i winka konsumujemy więc przy swietle czolowek i samochodowej lampki
. Niektorzy bardzo uskarżaja się na komary- mnie z nieznanych przyczyn prawie nigdy nie gryza :)
(zwłaszcza jak toperz jest w poblizu- wybieraja smaczniejszy obiekt) a faktycznie - stada lataja ich spore i ciche acz ciagłe bzzzzzzzzzzzzzz zlewa się z szumem fal uderzajacych o klifowy brzeg.
Caly wieczor towarzyszy nam burczenie silnika łodzi nieopodal na limanie- acz nie widac nigdzie nawet malenkiego swiatelka.. domyslamy się ze chyba kłusownicy wyplyneli na nocny połów.. ale jak oni sobie pyskow nie porozbijaja w takiej kompletnej ciemnosci? Chyba ze łowia w noktowizorach
nocleg w takim miejscu należy do wybitnie udanych!
Rano wracamy do wasilijewki. Spedzamy troche czasu włóczac się po tej uroczej wiosce (cos w tym jest, ze wyboistosc drogi i klimat miejscowosci na jej koncu są zwykle wprost proporcjonalne) a wasilijewka zajmuje wysokie miejsce w tym rankingu :)
![]()

























Odpowiedz z cytatem
Zakładki