Szukajac kibelka nad siwaszowymi rozlewiskami, pelnymi kolczastych drapiacych ostow i pachnacych ziol- przypominaja mi się rozne dziecinne marzenia z odleglej przeszlosci.. Żółty atlas swiata, gdzie na okladce usmiechniety chinczyk i murzynek trzymaja globus.. Mialam chyba z 6-7 lat gdy go dostalam od rodzicow pod choinke. Ogladalam go codziennie- a tata odpytywal mnie ze stolic i flag roznych krajow. Właśnie wtedy, w tym atlasie znalazlam kilka miejsc, w które zamarzylo mi się pojechac: połslodkie- polslone jezioro aralskie, kotlina turfanska- depresja a wokół kilkutysieczne szczyty, wyspa anegada- jedyna w swoim archipelagu bez miast i duzych drog oraz wąski , dlugi odcinek ladu oddzielajacy wody zalewu siwasz od azowskiego morza- mierzeja arabacka...Dziecinne marzenia powinny się kiedys spelniac... A na mierzeje arabacka czas przyszedl właśnie dzisiaj :) :) :)
Poczatek arabatki wyglada mocno zwyczajnie. Przekraczamy most i wjezdzamy na szeroka plytowa droge- ponoc skladniki do jej budowy zostaly pozyskane z rozebranego pobliskiego lotniska.
Wzdluz drogi dlugie rzedy pensjonatow zaslaniajacych morze, według tabliczek i reklam jeden od drugiego bardziej luksusowy i komfortowy. W geniczeskiej gorce odbijamy z glownej trasy na priozernoje, celem zobaczenia tamtejszego slonego jeziora.
Mocno się zastanawiamy gdzie tu skolowac jakieś drewno .. Fajnie by wieczorem na arabatce usiasc przy ognisku. Zmagania z jakims przydroznych uschnietym konarem koncza się niepowodzeniem.
Okolice jeziora geniczeskiego są niesamowite- plaski jak stol step, pylista droga...
Wyschniete brzegi jeziora, najpierw suchego blota, potem skrzacej się do slonca soli z rozrzuconych rownomiernie krysztalkow, az w koncu popękanej calkowicie nasyconej sola ziemi.
A na srodku jeziora cale polacie suchutkich chrupiacych desek! Jak manna z nieba! Na nasze ognisko!! Chyba kiedys był tu jakiś pomost, albo mocowania dla sieci? W czasach jak jezioro było większe..
moczymy tez nogi w siwaszu...jest taki cudownie cieply!!
Wracamy do głownej drogi, mijamy striełkowoje, gdzie bezskutecznie szukamy knajpy z czymś do jedzenia. Ale za to trafiamy na dom kultury gdzie jest akurat proba koncertu jakiejs lokalnej spiewaczki.
Za strielkowym napotykamy na samotne gospodarstwo, gdzie kupujemy mleko.
Jest swieze- ale smakuje rybą!!! nie wiem czy dieta krowy ma na to jakiś wpływ... trawy to w tym rejonie nie ma za duzo... czy taka czy inna przyczyna ale nie ryzykujemy picia większej ilosci tego mleka i na wszelki wypadek oddajemy je naturze.
I w ten oto malowniczy sposob wjezdzamy sobie na krym!!!! :)
Już od dluzszego czasu- jeszcze w zamieszkanych terenach towarzyszy nam droga, pozornie rowna, ale która pokrywa osławiona „stiralnaja doska” czyli karbowana powierzchnia, jak tarka. Jak to pisali w wielu relacjach, na arabatce ma się wielki dylemat czy jechac szybko czy wolno. Jadac szybko nie odczuwa się „tarki” ale za to co jakiś czas są niespodzianki w postaci glebszych kolein, przepastnych dziur czy malych pagoreczkow na samym srodku drogi. Jadac wolno można spokojnie omijac nieliczne przeszkody, ale na tarce wszystko wpada w wibracje, które po dluzszym czasie skutkuja wyskakiwaniem kabli i wtyczek w silniku oraz przemieszczaniem się w aucie innych rzeczy które przemieszczac się nie powinnyjadac przekonujemy się ze owe relacje przesadzone nie były
Dojezdzamy w miejsce gdzie arabatka jest bardzo waska- jednoczesnie widac i morze i siwasz, jak i wystepuje bardzo dużo maloniczych malych slonych jezorek gesto zasiedlonych przez ptactwo.
Po drodze znajdujemy gruba rybacka line- więc probujemy się wczuc w ulubione klimaty „fetorsów”
![]()


















jadac przekonujemy się ze owe relacje przesadzone nie były 






Odpowiedz z cytatem
Zakładki