Dziś zamierzamy dotrzec na meteostacje karabi. Po drodze mijamy stary krym z duza iloscia meczetow, dalej jedziemy przez biełogorsk, gdzie z daleka usmiecha się do nas imponujacych rozmiarow biala skala (nie martw się, wrocimy tu do ciebie!!) Dalej przez golowanowke, gdzie skrecamy na pczelinoje. Jeszcze 10 km drogi do wsi, 10 km do meteostacji więc wydaje nam się ze jestesmy już prawie na miejscu...Droga do pczelinoje jest znaczona na mapach jako „ulepszona droga gruntowa”- tak tez wygladaja jej pierwsze 2 km...potem zaczyna przypominac skrzyzowanie drogi zrywkowej w bieszczadach z korytem wyschnietego potokuŻłobione woda koleiny, w najlepszych miejscach dochodzace chyba do pol metra, ogromne kamulce które nijak wziac między kola, objechac czy wykopac..
Aby odciazyc auto wysiadamy i idziemy pieszo. Teraz dobitnie zrozumialam slowa tego goscia którego pytalam o dojazd na karabi: „nie, wasza skoda tam nie dojedzie, nie ma najmniejszych szans, nawet o tym nie mysl”. Jakos 2 km przed wsia robi się ciemno, kamulce coraz większe.. więc na malej polance pod slupami postanawiamy rozbic namioty i przenocowac. Przy stawianiu namiotu mamy maly dylemat czy lepiej mieć nas soba kable z pradem czy lepiej postawic namiot blizej drogi gdzie być może noca będzie sunal jakiś niezbyt trzezwy gruzawik bez swiatel? Wybieramy jednak kable...
w namiocie znajdujemy dosyć duzego owada o dosyć specyficznym wygladzie...
wieczorem imprezka, dużo dobrych kahorow pokupowalismy więc pijemy na trzy rece
Rano, jeszcze przed sniadaniem biegniemy z toperzem zobaczyc pczelinoje- w koncu jestesmy tak blisko! Wioska jest tak urocza ze trudno to opisac! Chyba z 10 zamieszkanych domostw, kilka opuszczonych.. srodkiem drogi przechadzaja się cale stadka rozowych i łaciatych swinek, na plotach susza się garnki a wokół otwieraja się widoki na pelne białych skalek góry w których widac jaskinie i regularne otwory jakby skalnych miast..
Niebo jest bezkresnie niebieskie, sloneczko dogrzewa- chyba pierwszy taki naprawdę goracy dzien na tym wyjezdzie, kwiczą biegajace wokół prosięta- normalnie można oszalec z radosci!!!
wracamy na miejsce biwaku. Dziś rozstajemy się z reszta ekipy.. oni jada w strone eupatorii i saki, odpoczac, pokąpac się w morzu i troche „popławic się w luksusie”. My natomiast ruszamy z plecakami ku szczytom karabi jajły, popławic się w chaszczu, pylistych drogach, pachnacych ziolach i gorskim wietrze....
CIĄG DALSZY NASTĄPI.....



Żłobione woda koleiny, w najlepszych miejscach dochodzace chyba do pol metra, ogromne kamulce które nijak wziac między kola, objechac czy wykopac.. 










Odpowiedz z cytatem
Zakładki