idziemy tez zobaczyc jaskinie, droga tam prowadzi bardzo malownicza sciezka u podnoza skaly
spotykamy tez grob- ktos albo dostal kamieniem w łeb, albo spadl z gory? Może wspinacz, albo wypil za dużo? Nie ma zadnej wzmianki kim był, ile mial lat... przy krzyzu i kwiatach leza tez ciasteczka , cukierki i stoi pelen kubek wina.. z braku innych przysmakow zostawiamy duchowi wedzony serek- do wina powinien pasowac...
czas nas nagli bo ostatnia marszrutka jest o 19. Ale postanawiamy wrocic tu jutro.
Ranek wita nas już nie tak pogodny jak wczoraj, ale i tak suniemy w strone bialej skaly.
Kawalek za wioska, nad rzeczka spotykamy malutkiego kotka, niby zwyczajne spotkanie ale kotek idzie w nasza strone i rozpaczliwie miauczy... wyglada jakby się zgubil.. ale myslimy ze pewnie gdzies w pobliskich krzakach siedzi jego mama i zaraz po niego przyjdzie. Oddalamy się pospiesznie aby nie szedl za nami bo wtedy zgubi się na amen..
Dziś zmierzamy w przeciwna strone- pod dziwna konstrukcje która przypomina radar.
A potem wzdluz białej skały szukajac jaskin i dziwnych skał
znajdujemy przyskalny jakby minitunel, wyscielony niesamowicie mieciutkim piaseczkiem(zmielona skałą?) , prawie bialym- lezy się w nim jak w puchu- i ciezko odmowic sobie radosci wytarzania się :) :)
Pogoda coraz gorsza, znad bialej skaly ciagna chmury z ciezkimi brzuchami, schodza mgly...
wracajac do wioski, gdy mijamy mostek cieszymy się ze kota nie ma , ze szczesliwie wrocil do mamy..
az nagle pod krzakiem widzimy zwiniety kłębuszek! Ten sam, pręgowany i rozpaczliwie miauczacy.. tylko bardziej zmarzniety niż rano :( idzie wieczor, zaraz zacznie lać, nie mozemy go tu tak zostawic.. Probuje mu dac troche chleba ale nie chce..wogole nie wiemy czy już je cos poza mlekiem.. zabrany na rece wtula się w kurtke i mruczy.. nie mozemy go zabrac, gdyby to było w polsce to już bysmy mieli kota... ale nie przewieziemy go przez granice. Poza tym jak go trzymac w hotelu w bielogorsku, potem 2 godz w autobusie, dobe z plackarcie i 9 godzin w pociagu? To chyba niemozliwe... we wsi pusto, nie ma w zasiegu wzroku zadnej mile wygladajacej babuszki, której by można go oddac pod opieke.. postanawiamy zostawic go w srodku wsi, kolo pasacego się cielaczka. Cielaczek zauwaza kota-chyba oba są soba tak samo zainteresowane jak i przestraszone.Pewnie ktos zaraz przyjdzie po cielaka i zauwazy małego...moze wezmie do obory i da spodek mleka? Nie wiem czy wybralismy dobre rozwiazanie... ale zadne lepsze nie wpadlo nam do glowy..
caly wieczor martwimy się losem kotka....
W biełogorsku na dworcu spotykam ciekawy kibelek- dużo kibelkow na ukrainie jest ciekawych ale ten bije wszelkie rekordy. Jak to mawiał marcin- 150% klimatu
Betonowe pomieszczenie a w srodku trzy dziurki w ziemi, bez zadnych scianek między nimi. Do tego ze nie ma przedniej scianki już przywyklam- ale tu nie ma tez bocznych i się można trącac łokciamiPodchodzac widze ze korzysta jakas babuszka więc grzecznie czekam przed. Za mna ustawia się już kolejka i jakas babka mnie strofuje: „diewuszka, na co czekasz, nie jest zajete, tam są 3 dziurki” Pelna wspolnota-nawet kosz na srajtasme jest tylko jeden
i wspolnie się z niego korzysta. W srodku tez wszystko skolektywizowane- jedna drewniana połka na torebki, o dziwo jest papier toaletowy który krazy z rąk do rąk. Babki podczas korzystania z przybytku gawedza sobie o żywieniu krów, od czego takowe maja wzdecia i jak leczyc chore kopyta. Jestem tez pelna podziwu dla jednej mlodej niewiasty która potrafi skorzystac z tego kibelka na 15 cm obcasach.
Przy wyjsciu na scianie 3 gwozdzie na kapoty i nawet odlamek lustra aby moc poprawic makijaz! I waz z woda ! Bo po kazdym korzystaniu trzeba ladnie splukac cala podloge..
a jutro do koktebela!!!




















Odpowiedz z cytatem