Do koktebela wjezdzamy wczesnym popoludniem. Mielismy w planie spedzic tu kilka dni- coby się wybrac do tichej buchty, na karadag, może jeszcze gdzies w okoliczne gorki. Tymczasem wjezdzajac do miasteczka naszym oczom ukazuja się przepotworne tlumy, stada rozwrzeszczanej stonki oblegajacej wszystkie chodniki i skwerki, korki setek odpicowanych aut (gdzie starych ład praktycznie nie widac), budujace się pensjonaty, reklamy aqua parkow- masakra!!! jak zakopane w srodku sezonu... pewnie zwiazane jest to poniekad z odbywajacym się tym terminie festiwalem jazzowym... 15 sekund w tej okolicy wystarcza aby podjac wlasciwa decyzje- trzeba się stad ewakuowac- nie wazne gdzie, byle szybko! Ewakuacja nie jest jednak taka prosta- na dworcu kolejki do kas po kilkadziesiat osob, autobusy wypchane po brzegi...
decyzja jest prosta- idziemy pieszo do kurortnoje. Jako ze przez karadag nie można -tuptamy sobie asfaltem. Droga niestety jest ruchliwa i nie zawsze ma pobocze więc nieraz trzeba isc rowem. Po drodze cudne widoki na gory, skaly i winnice.
Po drodze mija nas jakiś facet limuzyna wypelnionym rodzinka , zwalnia i zagaduje „ te gory tam to karadag?” My potwierdzamy, więc facet na to „aha” i zadowoleni odjezdzaja... ciekawe czy w notesiku odznaczyl karadag jako „zaliczony”...
w szczebietowce rozsiadamy się pod cerkwia zeby troche odpoczac. Od razu pojawia się jakiś uczynny dziadek zainteresowany naszym losem- „riebiata, ale przystanek to jest tam”.
Obserwujemy także dzieci wracajace ze szkoly. Najlepsza jest dziewczynka z tornistrem która zmierza chodnikiem w nasza strone. Zatrzymuje się w pewnej odleglosci, widac to wahanie na twarzy, po czym schodzi na ulice, omija nas szerokim łukiem, a bedac na naszej wysokosci zaczyna biec rozgladajac się trwoznie wokolo... spoko...ale za 10 min to samo robi jedna babka![]()
Poczatek kurortnoje jest obiecujacy- malowniczo zarosnieta tabliczka i rownie zarosniety chodnik!
Tu nas chyba nie spotka rozczarowanie takie jak w koktebelu
Z niesmakiem mijamy kilka pensjonacikow- jak z katalogu ofert dla „ludzi sukcesu”. Już prawie tracimy nadzieje na znalezienie czegoś fajnego- a tu zza zarosli wyłania się jakiś budynek. Zachaszczony beton, blacha falista, zardzewiale balkony...ech...pewnie od lat nieczynny..
ale w oczy rzuca nam się suszace się na balkonach pranie!
Zagladamy więc do budki straznika z pytaniem czy są wolne miejsca. Straznik bierze telefon , gdzies dzwoni i dlugo opowiada ze tylko dwie osoby, ze obcokrajowcy, ze im bardzo zalezy i tam po drugiej stronie ktos w koncu się zgadza. Zatem gosciu mowi ze ok, ze nas zaraz zakwateruja i ze mam isc za nim. Toperz zostaje z plecakami a my wchodzimy do budynku. Jakiś dlugi ciemny korytarz z odrapanymi drzwiami- troche mi łyso, gdzie on mnie prowadzi? Na droge do recepcji to raczej nie wyglada.... jeden zakret, drugi, jakas sala...
w koncu zatrzymujemy się przed jakimis drzwiami, on puka.. kurcze.. jak odezwa się jakieś meskie glosy to spierdzielam gdzie pieprz rosnie... a!! , nie wspomnialam ze gosc wyglada na tatara- dokladnie takiego jak wolodia nam mowil ze należy na nich uwazac, ciemny na gebie, w czapeczce, z koranem na szyi... jakos jak wolodia nam opowiadal to puscilam to mimo uszu- ot ruska propaganda coby niechec do tatarow podsycac... a teraz mi się to jakos przypomnialo
Tymczasem zza zlowrogich drzwi wychodzi mila starsza pani- recepcja już zamknieta a ona tu sprzata – więc po godzinach niejako wszystko jest w pod jej zarzadem :) więc ona nas zakwateruje a zaplacimy jutro rano jak biuro otworza. Mozemy sobie wybrac który pokoj chcemy oraz na ktorym pietrze. Pokazuje nam kilka- w srodku trzy łozka, umywalka, dziwne plataniny rur i kabli- jasne ze się podoba! A najlepszy jest patent na „żabki” do firanek! To się nazywa pomysłowosc :) :)
Wybieramy ten pokoj skad najblizej do kibelka! Babka nam jeszce dokladnie tlumaczy jak dojsc do prysznicy ale brzmi to jak trasa dla harcerzy organizujacych podchody więc odpuszczamy- mamy morze, mamy umywalke, po cholere nam prysznic
Nasze miejsce noclegowe nazywaja „bywszyj łagier koktebel”, w momencie jak przyjechalismy jest prawie pusty, czasem przemknie się korytarzem jakas babcia. Widac ze kiedys pręzniej działal- jakieś zamkniete na dawno nie otwieramy kłodki sale telewizyjne i inne pomieszczenia, schody niewiadomo dokad, stare amfiteatry, stadion z trybunami, zarosniete bluszczem kempingi.. kwietniki z mozaika, rysunki pamietajace pewnie poprzedni ustroj..
także na recepcji wydaje się ze czas się tu zatrzymal..
![]()




















Odpowiedz z cytatem