DZIEŃ 4:
Budzę się o świcie, za oknem słyszę stukanie o blachodachówkę. Wychodzę na balkon, pada, góry w chmurach, Borżawę mamy z głowy. Jemy śniadanie, rodzi się nowy plan. Z Wołowca pójdziemy dawną granicą i zaatakujemy Pikuja z flanki. Może do tego czasu pogoda się poprawi, przy okazji będziemy szli po niższych górkach i jest szansa że nie będziemy w chmurach. Opuszczamy hotel, deszcz ustaje, z Bobem kupujemy sobie piwko na drogę i maszerujemy szosą na przełęcz nad Wołowcem.
Na przełęczy odbijamy w drogę z betonowych płyt, według tablicy informacyjnej idziemy w kierunku jakiegoś zakładu przemysłowego związanego z gazem. Spostrzegamy jakieś żółte znaki turystyczne, znowu turystyka typu "zombie" nie wymagająca myślenia? Dobrze że znakarze nie byli ambitni i znaki są co jakiś kilometr. Wkrótce dochodzimy do "fabryki", mijamy bokiem, wchodzimy na drogę gruntową. Ładne widoki na okolicę.
Idziemy drogą gruntową trawersując górkę, miejscami nawet widać słońce przez chmury hoho. Wkrótce dochodzimy do głównego grzbietu. Idzie się bardzo przyjemnie, do przełęczy Tucholskiej droga biegnie głównie widokowym łagodnym grzbietem.
Zbliżamy się do przełęczy Tucholskiej, mijamy drewniane domki w ruinie, następnie jakieś betonowe zdewastowane i opuszczone budowle, potem opuszczoną niedokończoną drewnianą willę pasującą wielkością i wyglądem na schronisko, następnie nad samą przełęczą wielki betonowy budynek również opuszczony i w ruinie. Ma przy ścianach ustawione rusztowania, widać że chcieli go otynkować, w środku stropy z wielkiej płyty są pozapadane. Na przełęczy dopada nas deszcz. Jest około 14.00. Chowamy się pod iglaka, szukamy wody i miejsca do spania. 200m poniżej przełęczy Bob znalazł wodę i jakieś miejsce biwakowe z ławkami. Włóczymy się po okolicznych budynkach szukając dobrego miejsca noclegowego. Znajdujemy w końcu dosyć przytulny pokoik w betonowym opuszczonym zdewastowanym dziwolągu. Mamy nawet szyby w oknie, ławkę, stół i krzesło hohoho. Jedna szyba jest częściowo zbita i Bob łazi po budynku szukając odpowiednich materiałów do załatania.
Późnym popołudniem zjawia się jakiś pan dozorca i pyta się co tutaj robimy, gadka szmatka, pan gdzieś dzwoni i mówi że "są turisty" i sobie idzie. Mamy obiekt dla siebie :)
C.D.N.








Odpowiedz z cytatem