DZIEŃ 2:
Noc mija niespokojnie. Porywisty wiatr, deszcz, szumiące mocno drzewa. Nastaje ranek, wiatr, deszcz nie ustaje. Sprawdzam namiot, silny wiatr przyciskał mi jedną ściankę namiotu do sypialni i trochę wody złapałem. Większość wody "wypił" plecak resztę wytarłem. Bob i Hontas też mieli problem z nadwyrężonym namiotem. No nic jak pada to trzeba iść spać. Pogoda wypuszcza nas z namiotów koło południa. Wiatr zdecydowanie osłabł, deszcz powoli przestaje padać, jest chłodniej. Ok. godz. 13.00 przestaje padać i jakby się pogoda nieco poprawia. Rozważamy wymarsz ale późna pora, lenistwo i pogodowe obawy zwyciężają. Zostajemy.
Rozpalamy ognisko. Jest przyjemniej niż wczoraj. Nie wieje i nic nie mży. Nie trzeba się chować pod naszym śmiesznym zadaszeniem. Chodzę po okolicy i pstrykam fotki.
Pod wieczór Hontas wyciąga pyszną aroniówkę, poprawiamy moją cytrynówką, jest wesoło. Wieczór mija przyjemnie.
Z nadziejami kładziemy się spać.
C.D.N.






Odpowiedz z cytatem