DZIEŃ 3:
Nadzieje prysły wraz z wczesnym rankiem kiedy usłyszeliśmy bębnienie o namiot. Deszcz nie był duży i czasami ustawał ale widoczność spadła drastycznie.
Podjęliśmy decyzję o zmianie planów, nie będziemy się pchali w wyższe partie gór żeby nic nie widzieć więc zejdziemy w doliny i zobaczymy co dalej. Wracamy się do drogi którą mijaliśmy u podnóża Menczyła. Schodzi w dół, kierunek się zgadza więc idziemy.
Oczywiście tu też prześladują nas znaki szlaków, tym razem żółty.
Im niżej, tym widoczność lepsza. Wychodzimy z chmur.
![]()
Wkrótce dochodzimy do przysiółka Sopki. Niestety miejscowy sklep jest zamknięty więc musimy jeszcze poczekać na piwo :P
Nie pamiętam już na jakim etapie wymyśliliśmy że przemieszczamy się do Wołowca i w razie przyzwoitej pogody atakujemy Borżawę z drugiej strony lub wymyślimy coś innego.
Idąc dalej dochodzimy do Łozańskiego, tutaj w końcu możemy się napić piwa, poza Hontas oczywiście bo ona piwa nie pija :D
Po konsumpcji, drepczemy do wylotu doliny i drogi głównej którą możemy dojechać do Wołowca.
Dochodzimy do przystanku, rozkładu niet. Bob poszedł się dowiedzieć kiedy będzie jakiś autobus. W międzyczasie obserwujemy niebo, jedna połowa sina od chmur, druga z błękitnym niebem. Chmury powoli zwyciężają. Wraca Bob, autobus podobno ma być za 30 min. Czekamy 1h, przyjeżdża autobus do Użgorodu wypchany z ludźmi przyciśniętymi do szyb. Ok czyli tym nie pojedziemy, idziemy do niedalekiej Miżgirii na dworzec. Podczas krótkiego marszu mija nas autobus do Wołowca. Super. Dochodzimy do dworca. Kolejny autobus mamy za 1h więc idziemy coś przekąsić. W barze czekamy na frytki+kotlet około 45 minut. Już myśleliśmy że nic nie zjemy przed odjazdem. Do tego jakiś podchmielony Ukrainiec uczepił się i opowiadał historię swojego życia w jakimś nieznanym nam narzeczu. W końcu siedzimy w autobusie, bilety sprawdzone przez panią w mundurku i możemy jechać.
![]()
Jesteśmy w Wołowcu. Idziemy do turbazy, nieczynna. Tutaj włącza się niezawodny instynkt Boba do hoteli i pensjonatów wszelakich. Znalazł nam miejsce w hotelu Wiktoria. Bob jest w siódmym niebie, w końcu się prześpi w łóżku, ogoli, popstryka pilotem od TV...
Uzupełniamy % we krwi i idziemy spać, zobaczymy co będzie jutro...








Odpowiedz z cytatem