DZIEŃ 9:
Wstaję o wschodzie słońca, chcę strzelić kilka fotek. Nie ma już takiego szronu jak poprzedniej nocy, pewnie kwestia wysokości. Pakujemy graty i wspinamy się na szczyt Równej. Spod naszej beczkowej siedziby wydawało się że to rzut beretem od szczytu ale trochę czasu nam zeszło na dojście.
Naszym celem dzisiaj jest wieś Luta. Mieliśmy w palach iść do niej przez Lutańską Holicę ale jednogłośnie nie chce nam się schodzić na głęboką przełęcz by zaraz znowu kilkaset metrów do góry. Ścieżek do doliny żadnych nie widać. Idziemy drogą biegnącą w kierunku Ostrej Hory, liczymy na jakieś odbicie do Luty.
Niestety droga sprowadza nas na Prełuki, czyli zapewne wróciliśmy tym rzekomym żółtym szlakiem z mapy, trasa by się zgadzała. W Prełukach posiłek przy solidnym stole pod bukiem. Idziemy dalej do Luty.
![]()
Droga jest długa i mozolna wzdłuż doliny. Sama wieś Luta również niczego sobie, jedyne 12 km.
Dochodzimy do centrum wsi, sklepik, piwko i Bob rozpytuje o transport. Autobusów dzisiaj już niet więc szukamy prywatnej komunikacji. 20km do Kostryny podwozi nas emerytowany milicjant, właściciel jednego z miejscowych sklepów. Jedziemy dużym rozklekotanym audi po wspaniałych dziurawych szosach. Niestety jest to już nas powrót z gór. Dojeżdżamy do stacji kolejowej, pociąg do Lwowa mamy po północy. Odwiedzamy sklep, nabieramy wody z najbliższego domostwa i rozbijamy obóz na dworcu w poczekalni. Poczekalnia to pusta sala bez okien ale w miarę czysto. Udaje mi się nawet przespać chwilę.
![]()
Wsiadamy do pociągu, wagon pełny, za odpowiednią "dopłatą" dostajemy miejsca w sypialnym (nie pamiętam jak się fachowo nazywa), w przedziale jest gorąco jak w saunie, rozbieram się do podkoszulka, nie ma czym oddychać ale jakoś dojeżdżamy do Lwowa na 7 rano.
I tak o to kończy się nasza kolejna wyprawa w Karpaty Wschodnie.
Więcej zdjęć można zobaczyć pod linkiem:
http://picasaweb.google.pl/coshoo/Ka...KMyeOVt6rB-QE#
THE END










Odpowiedz z cytatem