Pospaliśmy sobie trochę, ale mamy wakacje przecież. Rano, skoro świt, tak koło godziny 10:00 byliśmy już po śniadaniu. Siadamy sobie na werandzie z kubkami kawy w rękach i zaniepokojeni patrzymy przed siebie w kierunku Karczowej. Zaniepokojeni, bo nie wiemy, czy ona tam stoi. Po prostu chmury ją skutecznie przysłoniły. Postanawiamy sobie pojeździć trochę. Tak żebym z wprawy nie wyszedł. W końcu wczoraj 700 km zaliczyłem, a w nocy nic ;-) . Wsiadamy do karawanu i jedziemy na północ. W Metropolii skręcamy w prawo i dalej jedziemy na północ. Od czasu, do czasu musze włączyć wycieraczki. Mijam znajomą drogę w prawo. Obiecuję sobie, ze za tym pobytem tam jeszcze skręcę. Przejeżdżam przez most na rzece i dalej jadę na północ. Po prawej stronie na wzgórzu stoi cerkiew. Za cerkwią skręcam w prawo i zaraz potem w lewo pod górę. Tutaj jeszcze olbrzymi plac budowy. Mijam stawy, budynek i mnóstwo materiałów budowlanych i jadę do góry. Tam stoją domki z bali. Powiem, ze ładnie wyglądają. Podjeżdżam pod największy. Jeszcze dobrze nie wysiedliśmy, a już gospodarze nas powitali. Zostaliśmy i oprowadzeni po gospodarstwie. Z okna w domu gospodarzy roztacza się piękny widok na góry. Oglądamy też domki wewnątrz. Wyglądają naprawdę super. Zrodziła się u nas postanowienie, ze przyjedziemy tu latem na tydzień. Nareszcie zjadłem tutaj upragniony żurek. Co tam będę pisał. Żurek – poezja. Zresztą kuchnia tego gospodarstwa zawsze była jego najmocniejsza stroną /takie jest moje zdanie/. Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy dalej. Minęliśmy siedzibę nadleśnictwa, siedzibę gminy, punkt widokowy i kamieniołom. Za kamieniołomem wrzuciłem na luz i kilka kilometrów jechaliśmy z góry. Skręciliśmy do galerii „prezydenckiej”, ale była zamknięta. Cóż pora obiadowa i przed sezonem…Kto by tam na Bertranda czekał?. Trochę się cofnąłem i pomknąłem ogólnie rzecz biorąc na zachód. Zawsze kiedy tędy jadę postanawiam sobie zajrzeć kiedyś do … /sza o niektórych rzeczach się tu nie pisze/. Droga wije się w prawo i w lewo, z góry i pod nią. W końcu dojeżdżam do rzeki. Za rzeką karawan nagle skręcił na północ. Teraz jechałem bardzo wąską drogo, marząc o tym żeby nic z przeciwka nie jechało. Uff! Udało się. Skręciłem w prawo i w miejscu w którym skończył się asfalt porzuciłem w krzakach karawan. Teraz poszliśmy pieszo dobrze znana nam szutrową drogą. Minęliśmy bardzo ponure miejsce, w którym stoją opuszczone budynki. Niektóre nawet niedokończone w budowie. Stoi tam też tylko piec i komin. I to jest rozwiązanie mojej zagadki. Poszliśmy do ruin. Ruiny jeszcze stały, ale wyglądały dużo gorzej niż ostatnim razem. Kurczę, taki obiekt i w takim stanie. Powinno być komuś wstyd. Nie wiem komu, czy wójtowi gminy, czy proboszczowi, czy mieszkańcom, czy może nam miłośnikom Bieszczadu? Postanowiłem przyłączyć się do każdej akcji mającej na celu ratowanie tej budowli. Chmurzy się coraz bardziej. Wracamy. Ale jeszcze nie do karawanu. Po drodze skręcam na łąki w lewo. Chcę dotrzec do cmentarza i miejsca po cerkwi. I udało mi się. I tu zaskoczenie pełne. Cmentarz w miare uporządkowany. Odkrzaczony, ogrodzony. Więc można. Może z budowla tez tak będzie, że nie będzie popadać w ruinę. Zaczyna padać. Szybko wracamy do karawanu. Ponieważ niedaleko mieszkają znajomi postanawiamy ich odwiedzić. Jedziemy teraz do Przewozu. Tam przy miejscowym centrum kultury zjadamy jakąś kiełbasę i popijamy browarami. Teraz o pełnych brzuchach idziemy w odwiedziny. Renatka jest zaskoczona rozmachem i szybkością, w jakim to gospodarstwo się rozwija. Zniknął stary budynek gospodarczy, jest naprawdę ładnie. Pogadaliśmy o dzieciach, o Bieszczadach po prostu o wszystkim o czym rozmawia się ze starymi znajomymi. Czas szybko uciekał, zwłaszcza, że nalewka była pyszna. Nadszedł czas wyjazdu. Wracamy już na kwaterę ale nie drogą, którą tu przyjechaliśmy. Kiedy minęliśmy Smażalnię i Smażalnię Córkę i przejechaliśmy przez most Renatka cóś wypatrzyła w trawie. Teraz dzięki trudowi, jaki zadał sobie Recon1 wiem, że to jest reper. Droga wije się, ale dajemy radę. Nawet jest w lepszym stanie, niż była niedługo po remoncie. Ekipa remontująca drogę wykonała poprawki i teraz można już śmigać. Wróciliśmy do Wołosatego. Tutaj Renatka zostaje na kwaterze, a ja jeszcze udałem się na spacer. Po drodze miałem ciekawą dyskusje z przedstawicielem S.G. na temat tego, czy mogę iść na Przełęcz? Do porozumienia nie doszliśmy, ale ja też nie poszedłem na Przełęcz.


Odpowiedz z cytatem