Dzień kolejny. Dzień szczególny, ale o tym później. Wstajemy, jak na wakacje bardzo wcześnie. Tym razem po śniadaniu jedziemy na północ, ot tak dla odmiany. Kiedy dojechaliśmy do Wielkiej szosy skręciłem w lewo. Jak zwykle nie spieszyłem się. Jesteśmy umówieni z Piskalem na górze w samo południe. Czasu mamy sporo. Droga jest pusta. Ani rydwanów na niej, ani turystów. Na Przełęczy stoją dwa rydwany. Trudno mi stwierdzić, dokąd poszli ich właściciele, na Cycki, czy do schroniska na przykład. Nie myślałem na ten temat długo. Karawan zjeżdża w dół. Na samym dole skręciłem w prawo i zaparkowałem. Chciałem zobaczyć, co zmajstrował Szymon na cmentarzu. Na wykonanie tych prac zrzucało się wielu forowiczów. Nie było to takie proste /nie zrzucanie się, ale zobaczenie/. Z pobliskiej budki groźnie nawoływał na nas młody człowiek sprzedający bilety do lasu. Wytłumaczyłem mu, że nie idziemy do lasu tylko na inspekcję na cmentarz. Spotkaliśmy się ze zrozumieniem, nie musieliśmy kupować biletów. Trzeci raz byłem na cmentarzu tuż po zakończeniu prac przez grupę Szymona i trzeci raz byłem pod dużym wrażeniem. Kawał dobrej roboty zrobili. Zastanawiam się, jak długo będzie stał malutki nagrobek? Jest taki mały, że może ulec zniszczeniu przez nieuwagę turysty. W głowie rodzi mi się pomysł, jak pomóc Szymonowi. Może niebawem o tym napiszę w innym wątku...Wracamy do karawanu i jedziemy na północ, aż do dużej miejscowości zwanej Maviczne. Szkoda, ze nie wiem gdzie On mieszka, bo byśmy Go odwiedzili. Trudno. Na końcu tej metropolii jest parking, jak przystało na duże miasto. Tylko Centrum Handlowego na razie brakuje, ale parking już jest. Zostawiamy nasz karawan i wchodzimy na ścieżkę do lasu. A tutaj niespodzianka. Stoi groźny napis, że wchodzimy na własne ryzyko. Ryzykujemy kalectwem a może i śmiercią nawet. Czego nie robi się jednak dla Przyjaciół. Jesteśmy umówieni w najwyższym punkcie lasu, więc ryzykujemy wejście. Opowiadam Renatce, ze ostatnio szedłem tędy z botanizującym Leśniczym, Jego żoną i przesympatyczną Panią Przewodnik. Po dosyć stromym podejściu wychodzimy na leśną autostradę. Tutaj ktoś specjalnie dla nas ustawił ławkę i stół. Żeby mu przykro nie było siadamy i odpoczywamy. Nie jesteśmy tutaj sami. Z nami na ławce jest gość z Tych. Nie posiedział długo. Szybko wyparował, a zostawił po sobie blachę tylko. Blachę zabrałem na pamiątkę, żeby nie śmiecić. Pniemy się dalej pod górę. Pogoda jest ładna. Słoneczko świeci i nieźle grzeje. Jest ładny dzień. Mamy sporo czasu w zapasie. Idziemy powoli żeby się nie zmęczyć. Co jakiś czas przysiadamy sobie na ławce, których na tym szlaku jest kilkanaście. Możecie sobie myśleć, że Bertrand zramolał, ale wtedy te ławki mi się podobały. Ławki to Pikuś. Wkurzały mnie te kosze na śmieci obok nich stojące. Ciekaw jestem, kto je opróżnia i jak te śmieci są transportowane na dół. O dziwo, Renatka nie jest zmęczona tym podejściem. W końcu wychodzimy na górę. Pusto jest. Nikogo nie ma. No to sobie przysiedliśmy i czekamy. Dzwonie do Piskala, a on mi mówi, ze jeszcze trochę mu zejdzie, ale Prezydent już powinien dochodzić. Swoją drogą, skąd on wie, kiedy Prezydent dochodzi? Co oni w tym Sękowcu wyprawiają? W końcu nadchodzi Prezydent ze swoim kompanem od łażenia po Puszczy Kampinoskiej. Witamy się i nic... Czekamy na resztę. Oj nazłaziło się ludzi na górę nazłaziło. Już myślałem, że kamień się pokruszy. Na końcu przyszedł Piskal z dwoma pięknymi Paniami. Robi się biesiadnie. Jeden gość zaczyna grzebać nożem koło betonowego słupa. To chyba Prorok jakiś jest, bo flaszeczkę wygrzebał. Cała góra do jego dyspozycji była, a on we właściwym miejscu grzebał. Musi, że Prorok. Rozpijamy flaszeczkę, potem jeszcze coś. Może się niektórym z Czytających to nie spodoba, ale na tyle ludzi, to naprawdę niewiele było. Ta góra ma coś w sobie. Kiedy byłem tutaj poprzednio, to przyszedł też z drugiej strony sympatyczny jegomość w niektórych kręgach joorgiem zwany. Też z flaszeczką. Wychodzi na to, że na tę górę przychodzą sympatyczni ludzie z flaszkami. Taka specyfika tej góry. Nadszedł czas rozstania. Postanawiamy z Renatką wracać do karawanu. Okazało się, że nie jest to takie proste. Ludzie, którzy przyszli z tamtej strony góry ani o tym nie chcą słyszeć. Mamy wracać z nimi. Prezydent oferuje się, ze nas odwiezie do karawanu swoim rydwanem. Decyzje zostawiam Renatce, uprzedzając ją, ze droga przed nami długa jest. Ku mojemu zdziwieniu Renatka postanawia nie rozstawać się z towarzystwem. Kiedy mamy już opuścić górę okazuje się, że wybranka serca jednego z przybyłych na górę źle się czuje. W kilka osób postanowiliśmy poczekać aż dziewczyna przyjdzie do siebie. Na moje oko sprawa wyglądała poważnie. Chodziło o sprawy krążeniowe. Po pewnym czasie mogliśmy powoli schodzić w dół. Część z nas obserwowała bacznie przyrodę, a część naszą pacjentkę. Z każdym metrem niżej dziewczyna czuła się lepiej. Ot, taka przypadłość urlop lepiej spędzać nad morzem albo w dolinkach bieszczadzkich. Obiecuję im, ze kilka dolinek mogę pokazać. Już nie pamiętam, kto prowadził, ale szlak gdzieś nam zniknął. Ważne, ze cały czas w dół idziemy. Dokądś dojdziemy. Teraz z niepokojem patrzę na Renatkę. Zmęczenie daje się we znaki. Często odpoczywamy. W końcu mamy odpoczynek przy wodospadzie. Teraz to już niedaleko do kultowej wiaty. Renatka dochodzi do niej siłą woli. Tam zalegamy na długi odpoczynek. Mimo iż jesteśmy pod wiatą Renatka jest załamana. Ona myślała, ze rydwan Prezydenta stoi przy wiacie, a on sobie spokojnie gumy odciska w Sękowcu. Odpoczęci i napojeni wyruszamy w końcu do Sękowca. Tutaj rozstajemy się z towarzystwem po uprzednim umówieniu się na następną wycieczkę. Prezydent jak obiecał tak zrobił. Odwiózł nas do Mavicznego. Ceremonia wsiadania do jego rydwanu to dłuższa opowieść, ale wtedy byliśmy zbyt zmęczeni, żeby na drobiazgi zwracać baczniejszą uwagę. Jeszcze raz wszystkim serdecznie dziękuję za wspólne wędrowanie, a specjalne podziękowania dla Kazika za odwiezienie. Zmęczeni bardzo, ale jeszcze bardziej zadowoleni wróciliśmy do Wołosatego. Wieczorem dzwoni do mnie Piskal i składa mi życzenia urodzinowe. Tak dzisiaj kończę kolejny roczek.


Odpowiedz z cytatem