Rano, tak kilka godzin po świcie obudził mnie hałas na głównej ulicy w Wołosatem. Przepraszam, ale nie pomnę jak ona się nazywa. To chyba Polej dotarł w Bieszczad tak sobie pomyślałem i przewróciłem się na drugi bok. Niech się rozpakują i trochę zdrzemną – to były moje ostatnie myśli i odpłynąłem. Kiedy się obudziłem słońca na niebie nie było, za to asfalt był mokry. Obudziłem Renatkę, zjedliśmy śniadanie i nasłuchiwaliśmy co się dzieje za płotem. W końcu usłyszałem ruch u sąsiadów. To Polej wyszedł przed dom. Nastąpiło gorące przywitanie. Polej przyjechał z siostrą i siostrzenicą. Po oględzinach ich kwatery stwierdziłem, że nasza jest o niebo lepsza niż ich. Stwierdzili, że przyjechali na kilka dni i wytrzymają… Proponuję następujący wariant spędzenia dzisiejszego dnia. Jedziemy dwoma rydwanami do Nasicznego, tam jeden rydwan niech odpoczywa. Wsiadamy wszyscy do drugiego i jedziemy do Bereżek. Dalej już się pewno domyślacie: do schroniska w budowie, miejsce po wsi, cmentarz, i w końcu do rydwanu, który odpoczywa. O dziwo mój plan nie został zaaprobowany. Są zbyt zmęczeni całonocną podróżą. No i dobrze! Zapraszam ich do swojego rydwanu i jedziemy najpierw na północ. Zatrzymujemy się w metropoli i idziemy do miejsca w którym dnia następnego zbierze się Kwiat Internautów Miłośników Bieszczad. Lokal stoi pusty. Coś chyba wypiliśmy i pojechaliśmy dalej. Tak dla Waszej tylko wiadomości, przejechałem przez 4 miejscowości, minąłem ostry zakręt w prawo ( na którym jest ostatni zasięg polskiej /polskiej, bo opłacanej złotówkami – w tym sensie/ telefonii komórkowej i pojechałem dalej piękną drogą asfaltową poprzez łąki na które tylko konno wolno wchodzić. Minąłem nieistniejące obecnie wsie, aż bardzo powybijaną drogą dotarłem do parkingu z wiatą. Pomysł był taki, żeby drogą przy której stoją krzyże dojść na cmentarz. Na przedostatni cmentarz w tym rejonie Polski. Ze względu na pogodę i zmęczenie towarzystwa nie miałem zamiaru złożyć hołd Arystokratom. I tak pomału z nogi na nogę poszliśmy drogą przed siebie. Wspominałem, ze poprzedni tedy szliśmy z Dertym. Przy każdym krzyży był postój. Zatrzymywaliśmy się przy kwiatach na łące… Ot, taki sympatyczny spacer. Obgadaliśmy wielu s Was, zastanawialiśmy się jak wypadnie jutrzejszy wieczór. Zawsze w takich miejscach zastanawiam się jak wyglądało ono 100 lat wcześniej. Ile ludzi tu żyło, jak uprawiali ziemię? Wszechobecne w Bieszczadzie gryzonie i tutaj powodują zalewanie łąk. Tak oto rozmawiając i rozglądając się na boki zbliżamy się do cmentarza. Szkoda, ze nikt nie spojrzał w górę. A tam nad naszymi głowami ołów się zebrał.


Odpowiedz z cytatem