Wszystko jest przemyślane i dopracowane. Otóż oscylacje owe (zmniejszające dokładność to 7 stopni Celsujsza) można wyeliminować przez zastosowanie wzmacniacza odczytu. Wzmacniacz (noszony przez rimbowiczów w formie piersiówki) musi zwierać ten sam alkoho... eee.... płyn, co rureczka i bańka w termometrze. W razie problemów z pomiarem temperatury rimbowicz podłącza rureczkę termometru do wzmacniacza i pomiar w mig się stabilizuje (dzięki znaczącej objętości płynu we wzmacniaczu).

Metoda powyższa jest jednak dość skomplikowana, niedawno prowadzono badania kliniczne na reprezentatywnej próbce rimbowiczów związane z wprowadzeniem metody uproszczonej. Otóż płyn ze wzmacniacza należy wprowadzać bezpośrednio do organizmu, dzięki czemu stabilizuje się temperatura ciała rimbowicza i przekłamania z termometru wiszącego na piersi nie przekraczają 4 stopni Celsjusza.

Te same badania mają też na celu określenie optymalnej zawartości wzmacniacza. Pierwsze próby dotyczące zastosowania ciepłolubnych płynów z południa Europy (tzw. wzmacniacz anyżkowy) spaliły niestety na panewce, rimbowicze bowiem (mimo doskonałego ustabilizowania się temperatury ciała) dostają niekontrolowanych drgawek (wraz z charakterystycznym, na szczęście nietrwałym, wykrzywieniem twarzy) co wprowadza bardzo znaczące błędy. Planowane są kolejne badania, w odpowiednim czasie ogłoszony zostanie na forum nabór ochotników.