Po pierwsze - nie strasz, bo w życiu nie znajdziemy chętnychZamieszczone przez Basia Z.
Po drugie - wcale nie uważam, że to kupa roboty. Jak się domyślam, znasz od kuchni organizację podobnych spotkań dla przewodników, ale KIMB jest inny. Inny przede wszystkim dlatego, że o organizację w 80% troszczy się gestor, na którego się zrzucamy - mamy za to lokal, menu, media itp. Tu naprawdę wystarczy parę telefonów, żeby dograć szczegóły. Od strony merytorycznej trzeba zebrać zgłoszenia chętnych do zorganizowania prelekcji/wycieczek i to wszystko uszeregować. O szczegóły troszczą się ci, którzy się zgłosili.
Mówię powyżej o wersji minimum, która była stosowana podczas poprzednich KIMB-ów i - moim zdaniem - zdała egzamin. Szło wszystko w miarę gładko, nie ograniczało niczyjej swobody (kto chciał - słuchał wykładu, kto chciał - siedział przy ognisku, kto chciał - upijał się przy barze), nie było sztywno czy oficjalnie itp. itd. Mi taka konwencja bardzo odpowiada, choć oczywiście można - jak co roku - podyskutować, czy warto zaprosić np. ciekawego człowieka, zespół ludowy czy regiment tołhajów licząc się z tym, że organizację może to znacznie skomplikować.
Podobnie jak Piskal, w pierwszym odruchu chciałem zaprotestować. I to stosując te same argumentyZamieszczone przez andrzej627
Ale po przespaniu się ze sprawą doszedłem do wniosku, że - być może - mylimy tu skutek z przyczyną: właśnie dlatego na KIMB-ie było mało osób z zewnątrz, że kongres jest zbyt mocno związany z forum pomarańczowym. Ludzi - nazwijmy to - niezaangażowanych pomarańczowo (skądkolwiek pochodzą) może to zniechęcać do przyjazdu. I może właśnie z tego względu - jak pisze Piskal - "mało kogo z zielonego, kto nie był by równocześnie tutaj, obchodzi KIMB". Owszem, formuła kongresu jest jak najbardziej otwarta i egalitarna - każdy może przyjechać, może nawet wejść z ulicy - ale przypisanie organizacji do forum pomarańczowego może sprawiać wrażenie, że jest to impreza jakiegoś TWA.
Przechodząc do meritum - proponuję zmodyfikować nieco ideę "zarządzania KIMB-em" i zamiast funkcji Prezydenta/Matki/Ojca powołać coś na kształt międzyforumowej Rady Kongresu, czyli ciało 3-5-osobowe, które zajmie się stroną organizacyjną. Ze strony forum pomarańczowego mogliby wejść do niej Forumowicze Roku, jeśli oczywiście wyrażą zgodę.
Zalet takiego rozwiązania jest kilka:
1. Nawet jeśli organizacyjnie KIMB okaże się bardziej skomplikowany, praca rozłoży się na kilka osób, więc będzie wyłącznie przyjemnością
2. Forumowicze Roku są wybierani w demokratycznych wyborach powszechnych, więc mają - jak mawia Max Weber - legitymizację do działania. Nikt nie powinien zatem marudzić (o, naiwności...), że ktoś się z kimś dogadał za plecami, albo że znów warszaffka czy inny krakówek chcą narzucać swoją wolę
Mamy obecnie na pomarańczowym dwóch Forumowiczów Roku, a w styczniu - być może - dołączy trzecia osoba. To w sam razForum zielone niech wydeleguje swoich kandydatów i już. Kilka rozsądnych osób spokojnie się między sobą dogada niezależnie od tego, skąd pochodzą. Dotyczy to także wyboru miejsca KIMB-u na najbliższe dwa lata, kiedy to Zajazd będzie nieczynny. Może powinna postanowić o tym rzeczona Rada, a nie jakieś głosowania, z których wyniku i tak mało kto będzie zadowolony?
O innej opcji rozmawialiśmy wczoraj z Bertrandem. Pomysł też nie nowy, ale w obecnej sytuacji wart rozważenia - o KIMB-ie decydujemy na KIMB-ie. Jest to o tyle uczciwe, że o kongresie decydują ludzie, którzy faktycznie się na nim pojawiają. Nie ma potem rozliczania, kto głosował, a kto przyjechał. Jednakowoż mam obawy, że w takim układzie na nic innego nie starczy czasu, bo KIMB przerodzi nam się w wielogodzinną pyskówkę. No i trochę szkoda "palić" temat, który zapewnia nam rozrywkę na długie, zimowe, forumowe wieczoryW przypadku tej opcji należałoby jedynie powierzyć komuś pieczę nad organizacją najbliższego KIMB-u i uważam, że Piskal jest tu bardzo dobrym kandydatem, jako człek - jak pisze Basia - odpowiedzialny i solidny, który na dodatek dał się już poznać jako dobry organizator.
Podsumowując: jeśli zielone forum zechce w to wejść - jestem za Radą, jeśli nie zechce - jestem za Radą wyłącznie pomarańczową, jeśli nie da się skompletować żadnej Rady - jestem za (last but not least) Piskalem.
Pogadajmy![]()


Po drugie - wcale nie uważam, że to kupa roboty. Jak się domyślam, znasz od kuchni organizację podobnych spotkań dla przewodników, ale KIMB jest inny. Inny przede wszystkim dlatego, że o organizację w 80% troszczy się gestor, na którego się zrzucamy - mamy za to lokal, menu, media itp. Tu naprawdę wystarczy parę telefonów, żeby dograć szczegóły. Od strony merytorycznej trzeba zebrać zgłoszenia chętnych do zorganizowania prelekcji/wycieczek i to wszystko uszeregować. O szczegóły troszczą się ci, którzy się zgłosili.
Odpowiedz z cytatem