maciejka , gdzie stałaś ostatnio 15 h ... na granicy? Ostatnio (i przed też, jakieś rok już) schodziło nam ,razem z autkiem ,10 minut przez całe przejście.
Może TY jesteś "niepewna"jakaś i dlatego 15 godzin
maciejka , gdzie stałaś ostatnio 15 h ... na granicy? Ostatnio (i przed też, jakieś rok już) schodziło nam ,razem z autkiem ,10 minut przez całe przejście.
Może TY jesteś "niepewna"jakaś i dlatego 15 godzin
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
Kurczaki bladawe, we sierpniu se z Krymu wracałam i było tak (załącznik)...
„Oni leżą w swych domach i historia każdego z nich mogłaby się potoczyć w dowolną stronę, gdyby nie los, który mieszka z nimi pod jednym dachem, trzyma w zanadrzu pewną liczbę możliwości, ale nigdy nie przekroczy samego siebie (...)”
A. Stasiuk „Dukla”
znaczy granica jak zawsze nieprzewidywalna ....
Vovk a czy Polaka w Slemencach puszczą? czy to nie jest przejście tylko dla Słowaków i Ukrainców?
Jak najbardziej. Przejście jest dla wszystkich. Selmence są bardzo ciekawym i zarazem strasznym miejscem. To do 1946 roku była jedna wieś, która przez kaprys Stalina została przedzielona na pół granicą państwową. Rozdzielili rodziny. Dopiero po kilkunastu latach można było podchodzić do obu stron granicy i tak rozmawiać. A dopiero od powstania niepodległej Ukrainy można było się odwiedzać. Ale to była wyprawa na cały dzień! Albo i więcej. Aby odwiedzić sąsiada mieszkającego 700 metrów dalej, trzeba było najpierw pojechać do Użhorodu, tam poczekać w kolejce, przejśc granicę, przejechać do Selmenców - zajmowało to jakieś 8-10 godzin. A później weszły wizy i była w ogóle dupa. Bo trzeba było dodatkowo jechać do Użhorodu po wizę (Słowacy musieli jechać do KoszyTc). Koszmar!
Całe te kilkanaście lat mieszkańcy Selmenców apelowali wszędzie gdzie się da, by im otworzyli przejście graniczne. Ale Bratysława i Kijów miały... ważniejsze problemy, bo nie chcę mówić brzydko. Sprawa otarła się o Kongres USA i Radę Europy, że to co się dzieje to łamanie praw człowieka. Zaraz po pomarańczowej rewolucji, w lutym 2005 otwarto piesze przejście graniczne. Miałem przyjemność być tam zaraz po tym, szczęście jakie towarzyszyło ludziom, którzy mogli się spotkać legalnie po 60 latach rozłąki, trudno opisać... W obu częściach wsi wielu ludzi jest bezrobotnych, teraz przynajmniej słowaccy Węgrzy z Selmenców mogą przejść do swoich ukraińskich ziomków, posiedzieć w karczmie, wypić z nimi kawę lub piwo... To niby tak mało, ale ludzie o tym marzyli przez 50 lat. Słowacy nakręcili świetny film dokumentalny o Selmencach - Hranica, byłem na tym w kinie, ale nie wiem, czy film jest dostępny w necie. Ale jak ktoś ma możliwość, to warto oglądnąć.
Ja nawiązując do wątku o Unii Europejskiej chciałam napisać, że takich miejsc jest w Europie więcej, w tym duże miasta, jak Cieszyn czy Zgorzelec.
I tak na prawdę rozdzielone przez lata, dopiero po wejściu do strefy Schengen mogą się integrować.
Byłam ostatnio w Cieszynie, tam jest mnóstwo wspólnych inicjatyw polsko-czeskich - wspólna ściezka przyrodnicza, wspólne festiwale kulturalne, a choćby i to, ze zwiedzajac polski Cieszyn mogę sobie na 1 godz. wpaść do herbaciarni po stronie czeskiej.
I ja cały czas chodząc po tym pięknym mieście, bo obu stronach Olzy się cieszę, że jest tak jak tak jest, bo doskonale pamiętam, kiedy 25 lat temu wracając z wyjazdu w Małą Fatrę zgubiłam "kartę przekroczenia granicy" (pamięta ktoś co to było ? - taka długa wąska kartka).
Byłam na moście - 30 m m od granicy polskiej, a tymczasem kazali mi jechać do konsulatu (najbliższy w Ostrawie).
Na szczęście po wykopaniu absolutnie wszystkiego, do dna plecaka karta się znalazła.
Razem zajęło to przeszło godzinę, a potem "za karę" celnicy trzepali całą naszą grupę wyjątkowo dokładnie, co zajęło kolejne 2 godz. i paru osobom zabrali świeżo kupione tenisówki ( u nas tenisówek w sklepach nie było), za co te osoby miały potem do mnie uzasadnione pretensje.
I jak tu nie być euroentuzjastką, skoro ma się w pamięci takie historie
B.
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Przez Cieszyn przejeżdżam lub bywam w nim po stronie czeskiej przynajmniej raz w roku, a zwykle częściej od lat 33.
I nigdy nie było tak dobrze, jak od wejścia do strefy Schengen, po prostu widać, że miasto się integruje.
A powstało jako jeden organizm miejski w CK monarchii, tylko potem zostało podzielone (akurat nie przez Stalina, tylko przez Radę ambasadorów w Spa w roku 1920).
Pierwszy raz byłam w Wielkiej a potem Małej Fatrze w roku 1977.
Nie byłam na Słowacji tylko w roku 1982, bo wtedy granica była całkowicie zamknięta, ale zawsze samo przekraczanie granicy, obojętnie gdzie było dla mnie doświadczeniem bardzo nieprzyjemnym i upokarzającym (tym bardziej ze w latach 80 byłam dwa razy na zachodzie Europy i przekraczałam np. granicę francusko-szwajcarską lub francusko-włoską, więc widziałam jaka może być granica).
Koledzy być może pamiętają te cyrki z przymusem golenia się na Łysej Polanie (kiedy ktoś miał w paszporcie zdjęcie bez brody a w rzeczywistości miał brodę). Łysa Polana była z tego słynna.
Mamy różne doświadczenia życiowe i to wiele tłumaczy.
B.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)