Dobrze vovk to ująłeś. Ale tu głównie chodzi o to: czy mają być granice czy nie. Jak zapewne zauważyłeś część kolegów forumowiczów chce, by ich nie było - wtedy łatwiej jest się poruszać, człek nie "doświadcza" upokorzeń, nikt go nie zmusza do przemytu itd. itp. Są też i tacy, którzy lubują się w katowaniu się (masochizm), by tylko móc przeżyć "przygodę" lub odgrodzić (dla innych, nie dla siebie) coś, co wg nich ma pozostać skansenem. Nie biorą pod uwagę tego, czego tak naprawdę chcą ci, co mieszkają za tą właśnie granicą: czy chcą żyć w skansenie, a więc nie rozwijać się, nie kontaktować (nawet z rodziną za tąż granicą). Chcą, by mogli np. raz na rok (a raczej rzadziej) pojechać, zaznać prymitywu, zaspokoić pierwotne instynkty, pobuszować w dziczy, a później wrócić "pod ciepłą kołderkę", przeglądać zdjęcia i śnić o "dzikiej Ukrainie". Ci, którzy tam zostają, nie interesują ich zupełnie...
Ja takim egoistycznym i w dużej mierze snobistycznym postawom mówię zdecydowane nie!
Nowe przejścia graniczne, jeżeli nie jest możliwe (na razie) zniesienie wszelkich granic: to nowe możliwości kontaktu z tymi po drugiej stronie i odwrotnie, więcej wolności i swobody (również gospodarczej), ułatwienia w podróży, mniej okazji dla łapownictwa i wykorzystywania innych itd. itd....
Pozdrawiam rzekomych liberałów, którzy są (J. Korwin - Mikke, dostałby chyba zawału!) za takimi ograniczeniami, jak granice...


Odpowiedz z cytatem