Ale sprowadzanie granic tylko do kwestii turystyki jest moim zdaniem zwykłym egoizmem.

Moja praca polega na tym, że muszę regularnie podróżować między Kijowem, Krakowem a Bratysławą. I bynajmniej nie w celach przemytniczych. Dla zasady wjeżdżając do Polski nie mam ze sobą ani jednej paczki papierosów, choć mógłbym legalnie wziąć dwie i je sprzedać. I co ja mam powiedzieć? Czy chcielibyście mieć takie utrudnienia w codziennym życiu? Proszę bardzo, proszę sobie wyobrazić, że żyjecie w Gdyni a pracujecie w Gdańsku, a między Sopotem a Gdynią jest granica państwowa tak upierdliwa i patologiczna, jak granica polsko-ukraińska dzisiaj.