Na razie trzeba przeżyć KRimB (wczoraj się się dowiedziałem że takie coś też jest)
a po nowym roku ruszymy na wschód.
O, to, to - po Nowym Roku, najlepiej w marcu.
Dzień dłuższy, pogoda lepsza, a poza tym ja w styczniu i w lutym mam nikłe szanse na chociaż dzień urlopu.