dla T.B
cd
Jeździec zatrzymał na chwilę konia przy ujęciu wody na Sanie. Ja wspinałam się na stromą ścieżkę, myśląc jednocześnie w duchu, że w taki piękny dzień jak ten który mamy nic złego nie może się zdarzyć... Parskanie konia odbijało się po całej dolinie dźwięcznym echem. W całej tej sytuacji było coś baśniowego. Ale stracha miałam i tak!
Miałam wrażenie, że jeszcze chce mi jeszcze coś powiedzieć... no ale zwiewając w las nie dałam mu okazji.
Cały czas myślałam - jak on wyobrażał sobie to, że pytam o pozwolenie co do zrobienia tego zdjęcia. On jedzie a ja krzyczę: "czyyyyyyyyyyy mogę Panu zrobić zdjęcie?????????" - tjaaaaaaaaa... no nie....
Usłyszałam jak odjeżdża, zbiegłam nad San. No tak moją ukochaną ścieżką wzdłuż rzeki (ja też chciałam tamtędy wracać). Pięknie to wyglądało jak znikał w tej ośnieżonej bramie z drzew. Pomyślałam "a raz kozie śmierć" - i ruszyłam w tamtym właśnie kierunku co i on.
Po drodze zrobiłam jeszcze parę zdjęć (które widać wyżej)m ale cały czas rozglądałam się i... no tak galopował wprost na mnie... a ścieżka wiązka. Ratuuuuuuunkuuuuuuu - zdążyłam pomyśleć. Gdy zbliżył się na odległość głosu, a ja w tym czasie skręciłam za najbliższe drzewo, usłyszałam: "Proszę się nie bać, nie stratuję". No łaskawiec jeden... w każdym razie nawet nie spojrzałam na tą przedziwną parę. Lepiej nie prowokować losu, bo wyglądało to wprost idealnie do zdjęcia, a ja aparat wcisnęłam do kieszeni.
Odjechał... A ja oglądając się za siebie pomyślałam, że mam za swoje. Ale i tak warto było.
Miałam tez wrażenie, że wrócił, bo chciał jakoś załagodzić to, że tak na mnie nakrzyczał.
Wróciłam przez park. A dopiero w domu opady ze mnie emocje.
KONIEC
P.S. Mam nadzieję, że nie jest jednak poszukiwany...
T.B. A może znasz tego jejmościa?
Mam pomysł na okładkę, ale potrzebuję bardziej pokojowego jeźdźca....
wasza


Odpowiedz z cytatem