O to to! Raz na jakiś czas, mając pełną świadomość jakie to fuj, robię sobie chińską zupkę i paczkę chipsów pochłaniam. Znam też takich zagorzałych (dorosłych) miłośników Maka, którzy pędzą tam wyrwawszy się z domowej i czują się wtedy jak....na wagarach. Nie rozumiem też, czy tzw "strefa ochronna Bieszczadów" ma sięgać aż po Rzeszów?