Wspomnienie trzecie
Ukraińskie
Ale nie z PIkuja, lub Lwowa. Raczej wspomnienie tego, jak to Ukraina przyjeżdża do Ustrzyk Dolnych w postaci ukraińskich bab i pełnych gorzały toreb. Bab, które na podobę upiorów oblegają cię całą chmarą i nie znając litości szarpią twe ciało na sztuki, a gdy ciała nie staje, szarpią twe nędzne kości, aż ulegniesz, aż zakupisz, nie zakupisz, będziesz trupem! Przebóg, cóż to za szkarada, ciągle wciska, ciągle gada. Ciągle wciska ci butelki, gdy przeżyjesz, będziesz wielki.
Mnie udało się wyjechać z Ustrzyk z dwiema tylko butelkami- Chołodnym Jarem Pszenicznym, o smaku lakieru nitro na bejcy, i całkiem smacznym likierze. Ale Wojtkowi 1121 wcisnęły tych butelek kilkanaście. Ach, widzicie jaki jestem asertywny!- chciało by się zakrzyczeć. I zakrzyknęło mi się- Ach, widzicie jaki jestem niezamożny! I może dobrze, bo wbrew temu, co twierdzi wielbiciel ukraińskiej gorzały, Stały Bywalec, ja nie mam zaufania do tych wódek. Co z tego, że jest na nich akcyza? Popełniłem kiedyś nawet taki utwór literacki:
Raz w Ustrzykach Górnych
Szedł niedźwiedź po łące
A za misiem po cichu
Szły cztery zające.
Niezbyt trzeźwe,więc dalej
Układać plan w skrócie
Jak tu napaść niedźwiedzia
Pobić go i uciec.
Miś tymczasem jął pilnie
Słuchać ich rozmowy
Wreszcie kichnął znudzony
I już miał ich z głowy.
A zające gdy doszły
Po trzech dniach do siebie
Wytrzeźwiawszy cupnęły
Pod krzakiem na glebie.
I wraz się oskarżać
Który z nich to kretyn,
Pragnął z misia przyrządzić
Niedźwiedzie kotlety.
No i się pobiły
nieszczęsne zające
I o kulach wracały
Do domów po łące.
Morał tej historii
Będzie bardzo krótki:
Nie pijcie zające
Ukraińskiej wódki.
Inna sprawa, że nic mi po nich nigdy nie było.Po wódkach, nie zającach.Oprócz może zwyczajnych objawów towarzyszących i innym wódkom.
Tymczasem, odwiedzając mnie na którejś kolejnej kolacji chłopaki przynieśli goriłoczkę o nazwie „Goriłoczka”. Pyszna! Aż dziw bierze. Żadna z dotychczasowych, które przelewały się w domku nr 1, i teraz w domku nr 4, nie była tak dobra. Ani Chołodnyj Jar, ani Priwatnaja Kolekcja, ani Artemińska (dwie krople wody na wiadro Artemińskiej), dopiero Goriłoczka. A wierzcie mi lub nie, Ale nie jestem smakoszem wódek i poza Bieszczadami pije wódę bardzo rzadko. W ogóle poza Bieszczadami piję rzadko, zwłaszcza teraz, kiedy w domu mam żandarma w ciąży. I o ile nie zostanę fanem ukraińskiej gorzały, to Goriłoczka zdobyła moje podniebienie.
Dygresja
Żandarm w ciąży, ale z moim dzieckiem, któremu, chociaż jest jeszcze w brzusiu czytam na głos poważną literaturę.Najpierw Brzechwa i Tuwim, potem „Kubuś” i „Chatka”, a ostatnio wzięliśmy się za fantastykę :„Bromba i inni” a z chwilę „Tajemnica szyfru Marabuta” Macieja Wojtyszki.
I właśnie czytając „Kubusia Puchatka” i „Chatkę Puchatka” zauważyłem, że leciwe moje egzemplarze tych genialnych zbiorów opowiadań zostały wydrukowane w mieście, którego nie ma. A właściwie jest, ale nazywa się już na szczęście inaczej. Wydrukowano je w Stalinogrodzie w 1955 roku. Ot, znak czasów…
PS. Dociekliwym wyjaśniam, że nie kupiono mi tych książek, kiedy byłem małym chłopcem, hej! Dostałem je znacznie później.


Odpowiedz z cytatem