po wyjsciu z knajpki wloczymy się po miescie, kierujac się z centrum na polnocny wschod, najwięcej uwagi poswiecajac na zagladanie w stare swojskie podworka.
Po drodze mijamy również tereny przemyslowe i poprzemyslowe. Wlaze w brame jakiegos zakladu wygladajacego na nieczynny, już przymierzam się do zdjecia a tu nagle z bocznych drzwi wyskakuje jakiś facet w moro – co ja tu robie, tu nie wolno, co ja wogole fotografuje? Robi wrazenie porzadnie wkurzonego, zaczyna cos krzyczec i domagac się odpowiedzi „co ja fotografuje”. Atmosfera robi się troche niemila, a srodkiem placyku przechadza się leniwie kot. No więc ja facetowi mowie ze chce zrobic zdjecie kota i dlaczego niby nie wolno. Zla atmosfera odlatuje w oka mgnieniu.. Straznik z blogoscia na twarzy mowi ze oczywiscie można, ze on tez kocha koty, a jego matka to ma trzy: jeden pregowany, jeden w bialych skarpetkach, a kotka jak się w zeszlym roku okocila.... facet wola „kici kici” coby mi futrzak ladniej zapozowal do zdjecia , zyczy nam zdrowia i udanego wypoczynku. Ufff, znowu się udalo
Zdjecie z kotem ktoremu jestem winna wielka wdziecznosc
oraz to które poczatkowo planowalam zrobic
Tak dochodzimy w okolice ulicy promyslowej i janusza. Konczy się asfalt,
a parking przed jakimis magazynami wyglada wrecz jak moja wspaniala kolekcja „awtolegend CCCP” :)
są tez bardzo precyzyjne kierunkowskazy do knajpy, gdzie zjadamy obiad.
![]()















Odpowiedz z cytatem