Wedrujac dalej bocznymi uliczkami natrafiamy na kolejna klimatyczna knajpke gdzie w zapadajacym zmroku wypijamy lwiwskie w towarzystwie puszystego bywalca
Wieczorem suniemy na cmentarz lyczakowski, wstepny plan jest taki aby porobic troche nocnych fotek przy swietle zniczy, pewnie wiele ludzi się zjechalo na swieto zmarlych co nawet widac po nabitych hotelach. Parę lat temu np. cmentarz rakowicki w krakowie wygladal niesamowicie, łuna biła jak od pozaru, a wsrod rzezbionych pomnikow było jasno jak w dzien!
http://picasaweb.google.com/slimak.m...arz_rakowicki#
Tu czeka nas jednak niemaly szok! Cmentarz ciemny, pusty i zamkniety! Wprawdzie wchodzilismy już kiedys w nocy przez plot ale probujemy szczescia przy glownym wejsciu. Kilku straznikow imprezuje w strozowce, mowia ze zamkniete, ale jak damy takie (i tu pomachal pięciohrywnowka) to nas pusci..
więc sobie chodzimy po ciemnym totalnie cmentarzu. Nie jestesmy sami, gdzies wsrod pomnikow widac blysk flesza i jakieś dwa cienie, które na nasz widok szybko ukrywaja się w lesie krzyzy. Pewnie wlezli przez plot jak my kiedys- i widzac trzy postacie,( z czego dwie w kurtkach moro) paradujace glowna aleja- jak nic maja nas za straznikow
wracajac wbijamy się w okolice ulicy lipkiwskoho, gdzie można mieć wrazenie ze się trafilo w srodek jakiejs karpackiej wioski, przez która koleiniasta droga prowadzi ku gorom :)
wieczorem dlugo siedzimy jeszcze z grzesiem nad jakas butelczyna dobrego trunku i zagryzajac zoltym serem wspominamy minione wyjazdy , snujemy plany na kolejne a na korytarzu slychac wrzaski i tupoty jakiejs mlodziezowej polskiej wycieczki
![]()











Odpowiedz z cytatem