no tak książka już 5 lat na rynku a lokalna publiczna biblioteka jeszcze jej nie ma :(
no tak książka już 5 lat na rynku a lokalna publiczna biblioteka jeszcze jej nie ma :(
Rafal, na tej stronie: http://marianhess.blog.onet.pl/ w zakładce książka artysty jest odnośnik, który daje szansę na jej zakup w cenie 16 złociszy z groszami. Moim zdaniem warto się szarpnąć :), gdyż w książce jest wiele opowiadań o codziennej walce z bieszczadzką dzikością, ot choćby ten fragmencik:
„…Kiedy życie się znormalizowało i w domu widać było zapalone lampy naftowe, zaczęli nas nachodzić specyficzni goście ( zanim kupiliśmy naszą chałupkę, była w niej noclegownia dla nie zawsze trzeźwych robotników leśnych, co spóźnili się na ostatni autobus, wracając z knajpy do domu). Nie pomagały nasze tłumaczenia i prośby, że teraz ten dom jest prywatny i że chcemy mieć ciszę ze względu chociażby na małe dziecko. Tego typu wizyty zdarzały się niezwykle ciężko, uprzykrzając nam życie. Gdy sytuacja stała się nie do zniesienia, postanowiłem zgłosić ten fakt milicji w Lutowiskach. (…) Ustaliłem z nimi, znając ich już wcześniej, że będą przymykać oko na moje sposoby wyeliminowania nocnych wizyt. (…) Gdy zdarzały się kolejne wizyty, a prośby nie pomagały, żona świeciła latarką intruzowi w oczy, a ja, niestety, uderzałem go. Rękawica była specjalnie spreparowana, w środku znajdował się rosyjski medal z brązu, dużych rozmiarów. Skutek był niesamowity. Ogłuszonego holowałem do drogi i zostawiałem na trawie przy przystanku. Nasze dość drastyczne metody ( w tamtych czasach był to jedyny sposób, by poradzić sobie z nawiedzającymi nasz dom natrętami ) odniosły pożądany efekt, nie dość, że wizyty ustały, to na dodatek ludzie nabrali do nas respektu i niektórzy nas przepraszali…”
Ale jest tam również wiele miejsca poświęconego opisom wędrówek pieszych i konnych, podczas których autor przemierzał mało znane zakątki bieszczadzkiej kniei:
„… Wybrałem ten szlak, ponieważ wiedziałem, że można tam wiele zobaczyć i spotkać dzikie zwierzęta. (…) Na trasie wędrówki pokazałem im też pozostałości po bunkrach i magazynach UPA, gdzie znaleźliśmy szczątki zapasów w beczkach, a także hełmy. Nie wchodziliśmy do środka, ponieważ wiązało się to z dużym ryzykiem. Będąc kiedyś w tamtym miejscu sam, obejrzałem je dokładnie. (…)
(…) Planowałem pokazać im piękną część Bieszczadów: okolice potoków (…) a zwłaszcza jeden zakątek (…) gdzie znajdowała się niedostępna polanka. Były tam szczątki zniszczonego w dziewięćdziesięciu procentach magazynu wojsk UPA. W ruinach gniazdo miał ryś. W tym okresie prawdopodobnie dochował się już podrośniętych młodych, które mogliśmy zobaczyć, gdy bawiły się w pobliżu. Uprzedziłem wszystkich o konieczności zachowania ciszy. Podchodziliśmy pod wiatr, co jest bardzo ważne. Byłem przekonany, że o tej porze rysie są już po śniadaniu. Liczyłem, że spotkamy bawiące się młode i odpoczywającą, nie przeszkadzającą im matkę. I rzeczywiście, leżała za załomem skalnym. Młode, już spore rysie bawiły się, a my obserwowaliśmy je przez kilkanaście minut. Cudowny widok. Matka nas poczuła i ostrzegła warknięciem dzieci. Schowały się. Nie podchodziliśmy bliżej. Chciałem, aby zachowały to miejsce dla siebie i czuły się w nim bezpieczne. Wycofaliśmy się bardzo cicho i poszliśmy dalej…”
Ostatnio edytowane przez sir Bazyl ; 29-11-2010 o 19:21
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)