Buba, nie martw się, nasz koszulki będą w zarysie podobne...
A jeśli chodzi o te dodatki i odmiany regionalno-środowiskowe, to dla mnie są ciekawym urozmaiceniem.
Nie mam nic przeciwko jednemu wzorowi, chociaż optowałabym za wersją góry i anielica z obojem, ale wtedy bez cerkwi (jakoś mi razem nie pasi...).
A uniformizacja kojarzy mi się z latami szkolnymi, kiedy obowiązkowe były fartuszki i mundurki. Niby miało być tak samo, ale każdy chciał sie czymś wyróżniać...bodaj odcień niebieskiego był inny (chłopaki mieli lepiej bo jeszcze był granat, fiolet i zieleń) albo krój. A mi się marzył taki czarny fartuszek na szaleczki z falbanką, spod którego wszystko było widać (znaczy się cywilne ciuchy), niektóre pannice takie miały. Niestety mój był wściekle niebieski nylonek wszystko kryjący i biały kołnierzyk brrrr
.
To se babcia powspominała...![]()



Odpowiedz z cytatem