Moja nieprzemijająca fascynacja warszawskimi latarniami sprawia, że czasem odrywam nos od ziemi. Tym razem wypatrzyłam, coś co mnie zaintrygowało w pierwszej chwili i rozczuliło w następnej;-) Doglądając latarni zauważyłam kłębowisko liści i gałązek wewnątrz lampy, potem dostrzegłam stłuczoną szybkę, a następnie wystające słodkie łapki i pyszczek grzejący się w popołudniowym słońcu. Natychmiast wspięłam się po słupie przywitać nowego lokatora, ale zwierzątko ledwie jednym okiem na mnie spojrzało i drzemało dalej.
Nagle poczułyśmy silne uderzenie, to niezgrabny wózek zahaczył o latarnię. Zwierzątko natychmiast wyskoczyło z gniazda, zbiegło do połowy słupa, upewniło się, że nic się nie dzieje i wskoczyło z powrotem do domu. Jednak sielanka została zakłócona.
Wieczorem zerknęłam, co tam słychać przy kolacji, ale wyszło na to, że wiewiórki chodzą spać z kurami, bo w rogu lampy majaczyła zwinięta sennie puszysta kulka:)


Odpowiedz z cytatem