Właśnie skończyłem. O dziwo moja od Bazylowej znacznie grubsza (465 stron) i jakaś taka dziwna. Nie ma nigdzie informacji o wydawcy, żadnej stopki redakcyjnej czy czegoś w tym rodzaju. Pełna jest literówek, bezsensownych podziałów akapitów w połowie zdania i błędów ortograficznych (na jednej stronie zdarza się i "wierza" i "wieża"). Co ciekawe główny bohater pisze o sobie zarówno w rodzaju męskim jak i żeńskim (czasem nawet w tym samym zdaniu)Wygląda to jak jakieś pirackie wydanie z wersji podprowadzonej wydawcy jeszcze przed korektą... Dziwna sprawa.
Mimo to połknąłem książkę błyskawicznie i z wielkim zainteresowaniemBieszczadzkich akcentów jest w niej jednak stosunkowo niewiele (w mojej wersji 90 stron z 465, wielką czcionką z dużymi odstępami między wierszami) i jeżeli ktoś kupi wyłącznie z myślą o Bieszczadach to sporo się oczyta o Lwowie i Zakopanem zanim do Dwerniczka trafi
Sporo się oczyta, ale z pewnością nie będzie się nudził.
Ta moja kulawa wersja ma na okładce zdjęcie autora na nartach, z numerem startowym na piersi i w stylowym berecieŁatwo ją odróżnić od oryginału wydanego przez Bosza (mam nadzieję, że z porządną korektą), link do "oryginału" jest w pierwszym poście.


Odpowiedz z cytatem
