
Zamieszczone przez
Pierogowy
Już dziewiętnastowieczny esteta Mallarme stwierdził,że wszystko istnieje po to,by znaleźć się na fotografii...,a ja z tymi słowami mam problem do dziś...tzn:
Fotografowanie jest nie tylko rodzajem zaświadczenia o przeżyciu czegoś, jest także środkiem rezygnacji z przeżyć ,ponieważ człowiek ogranicza je wyłącznie do poszukiwania ładnych widoków,a przeżycia przekształca w obrazy i pamiątki.
Podróże( które to uwielbiam bardzo...)stają się strategią gromadzenia zdjęć.
Sama czynność wykonywania zdjęć działa kojąco i łagodzi ogólne poczucie zagubienia towarzyszące ludziom ,zwłaszcza w podróży.
Większość turystów odczuwa przymus odgrodzenia się aparatem fot.od czegoś ,co jest godne uwagi,a co spotyka nas w drodze.Niepewni jak zachować się w podróży robią zdjęcia...
Podoba mi się ostatnie zdjęcie, Miejscowego, może dlatego, że widoczki pikne, a ludzie stoją tak sobie, podziwiają i nie robią zdjęć...
Wiem, że jeszcze sporo muszę się nauczyć...nie mogę pojąć powyższych rozmyślań na temat fotografii...
Dlaczego zrobienie fotki stoi w sprzeczności z przeżywaniem urody obrazu, czy to stanowi ujmę dla tych uczuć czy je zakłóca, czy wręcz przeciwnie...
To inna forma zachwytu lub wyrażenia czegoś co nas intryguje, co można również inaczej czynić za pomocą pióra lub pędzla...
Przecież nie idę w góry dla fotek! Idę, widzę i nie mogę się powstrzymać...przed utrwaleniem!
To jest wieczne "carpe diem", nie bezradność czy zagubienie...ale takie całkiem świadome łapanie garściami teraźniejszości...
(jak przeczytałam siebie to się uśmiechnęłam...pokory, pokory więcej trzeba... a przy okazji jakiś plener fotograficzny na pogadanie;-)
I nic nie poradzę... pstrykanie, to po prostu frajda!