Ten rok musi być lepszy
Bo tak powiedziałem sobie
I wszystko musi się spełnić
Co się wykluje w mej głowie.

Po pierwsze mój mały synek
Co już się garnie na świat
Ma nam dać miłość i radość
Przez wiele wspaniałych lat.

I niechaj zdrowo nam rośnie
W miłości do gór, jak tata
A mamie niech nie brakuje
Uśmiechu, ciepła i lata.

Po drugie dom musi być nowy
Drewniany z kuchnią kaflową
A meble stare być muszą
Choć odnowione de novo.

I nic się synkowi nie stanie
(A może się to przecież zdarzyć)
Gdy o tę kuchnię w tyłeczek
Niegroźnie się kiedyś sparzy.

Pink Floyd ma w domu tym lecieć
Koniecznie z czarnego winyla
Miękko, przyjemnie trzeszcząc
Nie przeskakując co chwila.

Praca ma radość mi dawać
A pensja satysfakcję
A koty niech nie przestają
Mieć ciągle własne racje.

A na wyjazdy w Bieszczady
Mam pełną mieć kiesę i czas
Przyjaciół spotykać na szlaku
Wędrować z nimi przez las.

Lista mych marzeń jest długa
Pełna wszelakich dostatków
Dopóki nie przyjdzie nam płacić
Od marzeń wysokich podatków.