Razem ze znajomymi puknijcie się w główki.
Razem ze znajomymi puknijcie się w główki.
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Diable - to nie jest takie proste. Jeżeli ubezpieczenia mają być obowiązkowe to kto będzie sprawdzał, czy zostały wykupione? Bo jeżeli będzie to kontrolowane wyłącznie po akcji ratunkowej to te ubezpieczenia będą de facto dobrowolne a pomoc GOPRu czy TOPRu będzie najnormalniej w świecie płatna. Znajdą się więc nieszczęśnicy, którzy pojadą w góry bez wykupionych ubezpieczeń - w przypadku nawet poważnego zagrożenia będą kalkulować, że nie warto wzywać pomocy bo opłaty, kary, mandaty i zaryzykują. Części się uda wyratować a części niestety nie. I to jest właśnie to niebezpieczeństwo, że obowiązkowe ubezpieczenia mogą się paradoksalnie przyczynić do wzrostu liczby osób poszkodowanych. To oczywiście tylko jedna strona medalu, jak zwykle jest i druga ale to zostawię Tobie do opisania
Ja tylko sygnalizuję, że mam wątpliwości. Czy ktoś się orientuje jak takie obowiązkowe ubezpieczenia wyglądają w praktyce w innych krajach? Czy dowody ubezpieczeń są sprawdzane, czy nie pojawiły się przypadkiem sytuacje, które opisałem powyżej?
Czterech panów B.
Tu się sama narzuca analogia z komunikacyjnym OC. Jest obowiązkowe, ale czy ktoś sprawdza wszystkich kierowców przed wyruszeniem na drogę publiczną, czy ową polisę posiadają? Ja miałem ostatnią kontrolę drogówki - tfu, tfu, odpukać! - z 10 lat temu, ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie, żeby przejechać drogą osiedlową do sklepu bez tego kwitu przy sobie. Bo jak przyjdzie co do czego, to brak ubezpieczenia oznacza gigantyczne wydatki. I podobnie powinno być z ubezpieczeniami górskimi. Nie jest tu potrzebny jakiś totalny system kontroli i strażnicy na szlakach, wystarczy świadomość, że w razie czego trzeba będzie pokryć koszty akcji ratunkowej.
Jeszcze jedna analogia - dodatkowe ubezpieczenie wyjazdu za granicę. Np. wyjeżdżając na Białoruś trzeba je wykupić, bo nie puszczą przez granicę. Kosztuje 20 zł na 30 dni. Ale także wyjeżdżając ostatnio do Austrii - nie bardzo ufając ZUS-owi - się "doubezpieczyłem" w PZU za 10 zł na tydzień. Trwało to 20 minut - rozmowa z infolinią i przesłanie polisy mailem i sms-em. Majątek? Nie. Spokój? O tak!
Patrzę na to z innej strony: wykupując górskie ubezpieczenie nie muszę liczyć na łaskę tego nieudolnego państwa, przynajmniej w górach. Można się od tych wszystkich absurdów i wojenek - ZUS-u, GOPR-u, ministerstw - uniezależnić, płacąc parę złotych. To nie jest nasz lokalny wymysł, to działa w wielu innych krajach. Takiemu prawu wolnego rynku w górach mówię zdecydowane "TAK!"
Może na tym forum to zabrzmi jak herezja, ale zastanówcie się na chłodno, a może przyznacie mi rację - podróż w góry (tak jak każdy inny sposób spędzania wolnego czasu) to nie jest artykuł pierwszej potrzeby. To nie chleb czy mleko dla dziecka. Jedziecie do Wołosatego czy innego Mucznego, bo to Wasz wolny wybór. Sami odmawiacie sobie - nie wiem... - kupna lepszego samochodu, większego telewizora, wakacji na Malediwach czy remontu mieszkania, bo wolicie wydać kasę na góry. Czy ktoś Was zmusza do płacenia tych tysięcy złotych, żeby dojechać na to bieszczadzkie zadupie? Pod karabinem każe wędrować płatnymi szlakami BdPN? Las pod miastem niby gorszy?
Ostatnio edytowane przez Marcowy ; 26-01-2012 o 20:53
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)