Szanowna Krysiu-jak rozumiem jesteś ideałem turystki i osobą która nigdy GOPR prosić o pomoc nie będzie więc się nie ubezpieczaj.To proste.W razie w zapłacisz prywatnie ze swoich pieniędzy i będzie ok.Dla Twojej informacji kolejny cytat-zamieszczam go nie po to żeby Cię przekonać do mojego pomysłu tylko żeby pokazać koszty takiej akcji
Jedna akcja ratownicza kosztuje średnio od 200 do 30 tysięcy złotych. Nie sposób wyliczyć to statystycznie. Życie bowiem samo pisze scenariusz każdej z nich. Czasem jest to obandażowanie nogi, wyjazd samochodem po kontuzjowanego turystę, a czasem kilkudniowe poszukiwania z użyciem śmigłowca i specjalistycznego sprzętu przy udziale kilkuset ludzi. Godzina pracy helikoptera kosztuje 5 tysięcy złotych (pokrywane przez ratownictwo lotnicze). Konieczny jest najwyższej jakości, a więc drogi sprzęt ratowniczy i sprawny system łączności. Nieocenione są wysokie, a więc wymagające stałego szkolenia umiejętności ratowników dyżurujących całą dobę. Warto przy tym podkreślić, że spośród blisko 250 toprowców, jedynie 23 jest na etatach. Reszta działa społecznie. Na każde wezwanie. Tu nie ma - jak na policji - dwudziestoczterogodzinnego oczekiwania na ewentualny powrót zaginionego, a zrozpaczonej rodzinie trudno nieraz wytłumaczyć, czemu od razu nie leci śmigłowiec. TOPR wyrusza w góry nie dzieląc zgłoszeń, choć zdarza się, że roztargniony turysta zapomniał powiedzieć rodzinie, że zmienił plany i pojechał do Krakowa, bądź jasnowidz wskazał miejsce zaginionego pod czwartym smrekiem od zakrętu potoku w lewo. Zawsze bowiem może być i tak, że każda minuta ważyć będzie na ludzkim życiu. Niedługo jednak może okazać się, że równie ważąca może być każda złotówka. Nic dziwnego, że coraz częściej pada pytanie, kto ma płacić za akcje ratownicze.
Odpowiedzialne z ustawy władze samorządowe nie poczuwają się do działania na terenie Tatr, czyli Tatrzańskiego Parku Narodowego (21 tys. ha., 240 km szlaków). Park z kolei, choć może przeznaczać pieniądze z biletów wstępu na poprawę bezpieczeństwa w górach, nie ma de facto możliwości przelania ich na konto TOPR-u. Remontuje więc za te dochody szlaki. Rodzi się też wątpliwość czy za górskie wypadki płacić ma całe społeczeństwo, czy tylko ci, którzy podejmują się bądź co bądź ryzykownej turystyki.
Cytowany materiał dotyczy akurat działań TOPR ale takich akcji GOPR prowadzi setki rocznie.Jak rozumiem nigdy z pomocy w górach nie korzystałaś,a w razie czego masz przy sobie te 200zł ew max 30000zł żeby za siebie zapłacić.Gratuluję majątku
Rozumiem też że samochodem też jeżdzisz bez OC