Dokładnie tak myślę Basiu:)Zamieszczone przez Basia Z.
Opcja 1 - z wzywania pogotowia ofiary nie rezygnują, bo to odruch bezwarunkowy w sytuacji zagrożenia własnego zdrowia i/lub życia. Potem miesiącami, czy latami daje się zarabiać firmom windykacyjnym, bo jaki procent ratowanych bez szemrania, od ręki wyłoży kasę za lot helikoptera i pracę załogi?
Opcja 2 - w wielu przypadkach "ekonomiści" wykalkulują, że nie chcą ryzykować zachwiania budżetu domowego i będą próbować poradzić sobie na własną rękę. To może czarne statystyki zmienić.
GOPR przyjmujący zgłoszenie zapewne w schemat rozmowy telefonicznej wkomponuje pytanie: "Czy ma pan/pani stosowne ubezpieczenie lub środki na pokrycie akcji?", "Czy jest pan/pani świadoma kosztów akcji, które będzie pan/pani musiała ponieść?", "Czy nadal nalega pan/pani na przylot ratowników?"
Opcja 3 - turysta ma albo kupę kasy albo ubezpieczenie. W razie W GOPR akcję przeprowadza, klient płaci, jest OK.
która opcja Twoim zdaniem jest najbardziej prawdopodobna i jakiego odsetka turystów-ofiar wypadków może dotyczyć?
W każdej opcji należy założyć okresy "posuchy", gdy nikt nie zechce nóg łamać, chwytać piorunów, czy błądzić styczniową porą bez kurtki. A co wtedy? GOPR pewnie powinien założyć gospodarstwo pomocnicze i zarabiać na utrzymanie wycieczkami lotniczymi lub występami artystycznymi na zaporze solińskiej?



Odpowiedz z cytatem