Jadąc na Ukrainę w Połoniny Hryniawskie i Góry Czywczyńskie mieliśmy pewność że po szlakach nie będziemy chodzić, bo ich tam nie ma.
Więc za pośrednictwem biura, które załatwiało sprawy ubezpieczeniowe wykupiliśmy ubezpieczenie "na trekking" - pośrednia opcja pomiędzy zwykłym a tymi "sportami ekstremalnymi".
Nie wiem czy wszystkie towarzystwa takie mają, myśmy się ubezpieczali w Signal Iduna.
No i stało się tak że jeden z uczestników wyjazdu skręcił poważnie nogę w lesie na stokach Czywczyna.
Chłopak prawie nie mógł chodzić, cała "akcja ratownicza" to osobna epopeja.
Z usług miejscowej służby zdrowia nie korzystaliśmy, tym bardziej że właśnie zaczęła się powódź.
Jak już ten chłopak ze swoim bratem i dwoma opiekunami dotarł do Żabiego to od razu wsiedli w autobus do Worochty i jak najszybciej do Lwowa a potem do domu.
Dopiero tam poszedł do lekarza (ok 48 godz. po wypadku).
Po zakończonym leczeniu uzyskał odszkodowanie z tytułu NW (ileś tam złotych za procent niepełnej sprawności). Jedyne o co miała zastrzeżenia TU to było to dlaczego nie skorzystaliśmy ze służby zdrowia na miejscu.
No więc musiałam pisać (jako przewodnik tej grupy) sążniste wytłumaczenia dlaczego, ale napisałam, a chłopak odszkodowanie dostał.
Tak więc jak widać działa to.
B.


Odpowiedz z cytatem