Po pierwsze primo: nie mówię że trekking to sport ekstremalny. To skrót myślowy nawiązujący do tego że to forma rekreacji.
Taka sama jak latanie na paralotni. Różnica polega na tym, że zagrożenie połamaniem się jest inne ale to już kwestia do rozgryzienia przez ubezpieczyciela.
Wspólny mianownik jest jeden - aktywne spędzanie wolnego czasu.
Po drugie primo: instytucja państwa zapewnia bezpłatne leczenie ale tylko na papierze. Gdyby nie to że politycznie nikt nie odważy się zmienic konstytucji już dawno płacilibyśmy za usługi medyczne.
W pewnym sensie to "płacenie" już zostało wprowadzone poprzez to że są kontrakty za które płaci NFZ (ten dostaje kase z budżetu państwa, które z kolei pozyskuje ją z naszych kieszeni - sorry :) Ostatnio głównie Waszych).
W przypadku ratownictwa mówimy o dwóch jak mi się wydaje jego odmianach. Ratownictwie codziennym (wypadki samochodowe, zawodowa straż pożarna itd) oraz ratownictwie "niecodziennym" :) Czyli takim jak np. GOPR, WOPR, OSP.
Nie są oni służbą państwową, nie są w żaden uregulowany sposób finansowani. Ot są spadkiem po KOMUNIE z którym nikt nie wie co zrobic. Znowu mamy do czynienia z decyzją polityczną której żaden polityk nie podejmie.
Po trzecie primo: by uregulować sytuację ratownictwa trzeba rozpędzić GOPR i innych ochotników i ich zadania przekazać służbom państwowym co jest opcją 1 albo wdrożyć opcję 2 o której za chwilę.
Na opcję 1 nie ma szans bo nie ma pieniędzy ogólnie, nie ma pieniędzy na szkolenie, nie ma sprzętu, same służby ratownicze (pogotowe ratunkowe czy zawodowa straż) będą się bronić rękami nogami przed rozszeżeniem ich obowiązków.
Opcja 2 to komercjalizacja ochotników. Tak jak to działa w większości krajów świata. Logiczne rozwiązanie problemu które wszystkim wyszłoby na dobre.
Otóż turysta udający się w góry kupując bilet do parku płaciłby także ubezpieczenie. Ubezpieczenie to finansowałoby ewentualne akcje ratownicze. Proste i skuteczne rozwiązanie.
Dlaczego tego nie zrobiono? Otóż próbowano wprowadzić namiastkę tego rozwiązania.
Przykład bieszczadki tutaj i tutaj
Z czego to wynika? Otóż z wadliwego prawa i polityki :) Temat rzeka.
W końcu w kwestii ratownictwa do którego nawiązała Basia. Kraje które wymieniłem mają bezpłatną opiekę medyczną dla swoich obywateli. Mają także bezpłatne ratownictwo "codzienne".
Za ratownictwo "niecodzienne" trzeba niestety płacić albo z własnej kieszeni albo z kieszeni ubezpieczyciela u którego kupiliśmy polisę. Wspólnym mianownikiem są znowu okoliczności które wpłynęły na to że wypadek / konieczność ratowania
musiały być konieczne.
Niedawno mój kolega ze studiów - góral, chodzący można powiedzieć zawodowo po górach, mający na koncie kilka profesionalnych wypraw, poszedł na wycieczkę w Tatry słowackie. Złamał nogę, jego dziewczyna poszła po pomoc, sama zabłądziła. Przez 3 dni szukało ich ponad 80 ratowników. Wszyscy się znaleźli, noga się wyleczy i wszystko będzie ok. Rzecz w tym że Słowacy wystawili mu rachunek na 37 TYSIĘCY EURO!
Edit: co do firm ubezpieczających. Wspomniałem o Hestii. Praktycznie całe środowisko paralotniowe i lotniowe kupuje u nich polisy na wyjazdy zagraniczne (ratownictwo i koszty leczenia).
Z tego co wiem mają także opcje dla innych kosmitów więc trekkingowcy też tam się pewnie załapią.
Poza tym to: http://www.finansowachata.pl - chłopaki mają całą gamę polis niestandardowych. Można zapytać co konkretnie mają do zaoferowania dla turystów.
Swego czasu też PZU oferowało polisę na "wyjazdy". Co ważne w ich przypadku: nie pytać w okienku bo nikt nic nie wie. Trzeba spytać jakiegoś sprytnego agenta.


Odpowiedz z cytatem