Tak się składa że miałem okazję się przekonać o skuteczności obowiązkowego ubezpieczenia na własnym ciele. Przez 18 lat pracowałem jako ustawiacz maszyn przy produkcji kineskopów. Pracodawca kazał się ubezpieczyć dając do wyboru dwie firmy. Jedna - największa w kraju, i druga - trochę mniejsza, też bardzo znana. Więc wybrałem tą mniejszą. No po dziesięciu latach pracy dostałem przepukliny. Trzeba było to zreperować, bo mnie lekarz zakładowy nie chciał dopuścić do pracy. Udało się w prywatnym szpitaliku. No a później okazało się że ubezpieczyciel stwierdził iż, "przepuklina nie jest chorobą związaną z moim zawodem". Po roku znowu trafiłem pod nóż chirurga, tym razem był poważniejszy uraz i znowu ubezpieczyciel powiedział swoje. Dał tylko możliwość spotkania się w sądzie, a że nie dysponuję kasą na adwokatów i nie ufam sądom, to po raz trzeci jak trafiłem na zszywanie tym razem przedramienia. nie zgłaszałem wypadku przy pracy. Co tam 6 szwów. Jedynie co mogłem, to zmieniłem ubezpieczyciela. No i dobrze że NFZ opłacił zabiegi chirurgiczne bo pewnie bym od paru lat gryzł ziemię licząc na "ubezpieczyciela".
Tak więc Krysia masz całkowitą rację. Za mało zarabiam abym jeszcze musiał w świetle prawa bogacić złodzieja jakim bywają "Ubezpieczyciele". Jeśli mi nie zagwarantujesz Diable, że kasa wpłynie do GOPR-u/TOPR-u. Bądź w wypadku bankructwa firmy ubezpieczeniowej, jej dyrektor ostatnie majtki sprzeda, a forsę w zębach przyniesie ratownikom. Nie podpiszę petycji i innych będę namawiał aby jej nie podpisywali.


Odpowiedz z cytatem