No to wyjdzie , że wszyscy planują, tylko niektórzy przy takich planach jak np. moje by już na miesiąc przed wyjazdem mieli problemy żołądkowe ;-)))
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Widziałam plażę w GC na ekranie komputera;-)
I akurat tego drukować nie muszę-plaża zaczyna się dokładnie tam gdzie kończy się pas startowy, a więc lotnisko.
Myślisz, że jest jakakolwiek szansa, że na nią nie trafimy z hali przylotów, żeby aż mapę drukować?
Bo ja śmiem twierdzić, że nawet we mgle, chciałam napisać i w nocy, ale wtedy tam nie ma nocy;-))- trafimy.
I nie przekonasz mnie do tych komputerowych wynalazków, bo są one po prostu nudne.
Wojtek je lubi to się bawi, zgrywa i zapisuje, a ja drukuję.
I wszyscy zadowoleni-ja mam swój papier, a on swój komputerek.
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Bez Wojtka się nie ruszamy z domu ale z innych powodów;-))
KTOŚ musi namiot nosić nie?;-)))
Ale tu wychodzi to o czym pisałam-takie planowanie jak moje, u niektórych planujących inaczej jest niewyobrażalne, że jak ja w ogóle gdziekolwiek mogę przeżyć.
Hehe, a jak jechałam w zeszłym roku do Ust Czornej-to cały mój plan brzmiał : Olsztyn-Warszawa, Warszawa-Lwów-koniec.
Wiedziałam, że chyba z Lwowa jest jakiś busik do Tiaczewa, ale czy jest i o której?I co?Dojechałam szybciej niż w polskie Karkonosze!!!
Wzbudzając zachwyt wśród ekipy już na miejscu-tzn i tak byłam przed nimi.
Ale dlaczego to nie wiem?Ot kilka przesiadek, a ze w ciemno i samemu?a czego tam się bać?
A ile fajnych osób poznałam!I jak fajnie ludzie reagują, sami proponują pomoc.
I tak jest za każdym razem to po co mam lepiej planować?
Czy plan Olsztyn-Ust Czorna jest zły skoro w zupełności wystarcza?Ewentualnie powrót?No ok, potem ewentualnie siedząc na dworcu gdzieś się pisze smsy do Buby;-))) dokąd teraz mam jechać?są pomocne jak diabli, ale gdyby ich nie było to bym się musiała po prostu miejscowych zapytać o tę informację. Ale to jest właśnie fajne: jesteś gdzieś dokładnie nie bardzo nawet już wiesz gdzie, i co dalej?;-)))
Ja traktuję to jako przygodę, ktoś inny pewnie by uważał za karę za grzechy i wpadł w popłoch.
Co do nocy norweskiej to proszę Cię, co to za noc;-))))
W zeszłym roku czekaliśmy aż się ściemni przy ognisku, żeby po bożemu iść spać.
Aż do 4 rano jak już dzień się normalny zaczął robić, wtedy się ocknęliśmy, że chyba coś jest nie hallo tutaj;-)))))))
I po tygodniu autentycznie nasz zachwyt wywołała normalna noc w Gdańsku.
I dalej będę uparcie twierdzić, że akurat TAM się nie da NIE trafić nad to morze.
Wystarczy iść wzdłuż płotu, jeśli wiatru nie będzie wiejącego akurat.
No nie ma szans się zgubić akurat w tym miejscu;-))))
Kompasy naturalnie mamy, ale mogę się założyć, że tego wieczoru nie wykorzystamy, chyba, że dziewczyny będą chciały keszy szukać, bo jest ich tam sporo, ale wtedy i tak raczej z GPSa będą korzystać.
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Po pierwsze - uwielbiam planowanie.
Nie tylko dla siebie, czasem planuję wycieczki znajomym, a raz to nawet zrobiłam to za pieniądze (niewielkie) dla cudzoziemców, którzy chcieli zobaczyć polskie góry.
Wymyśliłam im trzy alternatywne trasy, oni wybrali jedną (Beskid Sądecki - Gorce), którą dopracowałam i zrobiłam im rezerwacje noclegów w schroniskach.
Bardzo im się podobało :)
Przy planowaniu korzystam głównie z Internetu, mam obcykane rozkłady jazdy w tym czeskie, słowackie, węgierskie (na szczęście ich strona jest tez po angielsku), rumuńskie, ukraińskie.
Mam zakładki do stron, które oferują noclegi w różnych tanich miejscach.
Czasem opracowuję wyjazd, a on ostatecznie z różnych powodów nie dochodzi do skutku, mam wiec specjalny katalog na dysku pod nawą "Do zrealizowania", gdzie takie opracowane już pomysły czekają na lepsze czasy. Obecnie mam "zaległy" wyjazd rowerowy na trasie Przemyśl - Horyniec Zdrój oraz wyjazd w góry w okolice Tokaju, przejazd mało znaną kolejką leśną w Górach Slanskich oraz kąpielisko termalne.
Jeśli chodzi o mapy to wstępnie posługuję się tymi co są w Internecie, ale przy dopracowywaniu tras zawsze papierowymi.
Nie używam GPS.
Z przewodników papierowych korzystam też wstępnie, więcej wiadomości wyszukuję w Internecie na "oryginalnych" stronach, gdyż każde muzeum, park narodowy czy ważniejszy zabytek ma swoją stronę w Internecie.
Przydaje się podstawowa znajomość języków, a w ostateczności tłumaczenie google.
Tak np. okazało się ze Park Narodowy Padisz ma stronę tylko w języku rumuńskim, a wiec opracowując trasy piesze na terenie tego parku korzystałam z tłumaczenie google.
Bardzo często moja inspiracją bywają fora internetowe, np. opowieści Buby.
Ostatnio zainspirowały mnie:
- Kaukaz Środkowy
- Szkocja
Ale to jest temat bardziej odległy, a na razie planuję wycieczki na wiosnę.
B.
Oooooo, ale Andrzej RAZ zaplanowałam swój wyjazd co do dnia prawie!!!
Mam od 3 lat rozpisaną na każdy dzień wyprawę w Himalaje do bazy pod Ewerestem.
MAM!I sama go rozpisałam z modyfikacją, gdyż mi się nad jeziorkami Gyokyo podoba i tam chcę spędzić co najmniej 2-3 dni, a nie 1 jak komercyjnych wyprawach.
;-))
jak będę miała wolne 6 tysięcy to go zrealizuję;-) 22 dni rozpisane dokładnie, plus tydzień w ogóle nierozpisany zostawiony na park dzikich zwierząt z dżunglą i zwiedzanie Kathmandu.
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Tak sobie myślę że to też dużo zależy od czasu jaki możemy przeznaczyć na wyprawę... bo jak mamy np dwa tygodnie to przecież no ja.. nie planowałabym każdego dnia bo wiadomo że to i tak się dokładnie nie zrealizuje, tylko wtedy np kilka dni i najważniejszych rzeczy co gdzie i jak już tam na miejscu, bo to się pogada z miejscowym i coś podpowie albo jeszcze w trakcie co innego wyjdzie :)
bo taką weekendową wyprawę chociaż czy dwa dni to wyprawa to nie wiem ale powiedzmy że taka.. mniejsza wyprawato chyba warto zaplanować... tak mnie się zdaje
![]()
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)
Zakładki