Ostatnio gościłam w Chatce Puchatka. Było pusto, w kominku hulał ogień, Lutek przywitał nas pyszną fasolką po bretońsku, całym garnkiem:) Dodatkowo wieczorne godziny umilał nam generator, cobyśmy w ciemnościach nie poginęli;-) A jak maszina umilkła to zapłonęły świeczki. Cieplutko było do rana. Toaleta też była na nasze potrzeby:) nie trza było za grań biegać, wystawiać na wiatr i mróz... Na śniadanko wrzątek gratis dostaliśmy, normalnie, jak u Pana Boga za piecem.... A co do zmian, to gospodarz, kręci głową, że jeszcze trochę to potrwa...


Odpowiedz z cytatem