Dzień trzeci zaczynamy lajtowo tzn. spotykamy się w salce na dole gdzie poznajemy sposoby wyciągania partnera ze szczeliny lodowca,oraz siebie jesli partner tego nie potrafi.Trenujemy tak do południa i w końcu wyjscie w okolice schroniska.Tam mamy sprawdzić czy nasze mózgi przyjęły wiedzę w sposób właściwy.Moim partnerem jest Bartek -dwumetrowe chłopisko o wadze równie słusznej.Rzuca sie ze stoku jak kaskader jakiś a ja walę się na śnieg wbijając czekan i raki w śnieg żeby go wyhamować.Zaczynają się schody trzeba wypiąć deadmana,wbić go w śnieg(zaręczam że łatwe to nie jest kiedy ściąga w dół stukilowy ciężar)przepiąć linę do ww. przyrządu,wbić szablę śnieżną-czyli wzmocnić stanowisko no i odpowiednio przygotować linę do wyciągnięcia gościa.Jest sukces Bartek przeżył
zamieniamy się miejscami,potem już praktyczna nauka jak samemu wydostać się z opresji co również nam się udaje.Ostatnim zadaniem była budowa stanowisk do zjazdu w śniegu tak żeby sprzęt odzyskać.Na początek z samych czekanów.Pod okiem instruktora szybko się z tym uporaliśmy.Teraz jeszcze trzeba sprzęt ściągnąć na dół.Wpinamy się obydwaj w linę i ciągniemy- w życiu bym nie pomyślał że to cholerstwo tak mocno trzyma.W końcu zdesperowani rozpędzamy się na zboczu i lądujemy na choince
ale czekany wraz z lina wykonują przepiękny lot i już je mamy.Potem juz zejście do schroniska na zasłużony obiad i wykłady a potem spać.Jutro wyjście z asekuracją lotną.CDN



Odpowiedz z cytatem
Zakładki