Wstał dzień czwarty i ostatni niestety.Spotykamy się z Markiem P. naszym dzisiejszym instruktorem.Marek rozdaje pipsy-lokalizatory lawinowe i wychodzimy.Droga prowadzi w stronę grani w okolicach Beskida.Zaczynamy podejście z asekuracją lotną.Pierwsze kroki są łatwe potem robi się stromo.Końcowy odcinek ma ok.75-85 stopni nachylenia.Cel takiego przejścia-uniknięcie ternu zagrożonego lawiną.Krótki odpoczynek u góry żlebu i dalej wzdłuż grani pod górę.Po drodze Marek pokazuje nam jak rozróżnić żleb lawinowy od bezpiecznego i pokazuje bezpieczny odstęp od nawisów śnieżnych.Docieramy na przełęcz Liliową tam szybkie śniadanie,trochę zdjęć-widoki przecudne.Po chwili zaczynamy podejście na Beskid.Oczywiście znowu granią-wszak mamy to dziś opanować.Marek wyłapuje błędy tłumaczy co robimy żle i dzięki temu jest coraz łatwiej.Z góry przyglądają nam się turyści będący już na szczycie.Łapiemy się nawet na jakieś fotki chyba. na górze krótki postój i juz schodzimy.Pozostawiamy najgorszy odcinek za soba i kolejnym żlebem schodzimy coraz niżej.Tam zdejmujemy z siebie osprzęt i już prosto do schroniska.Rozliczamy się ze sprzętu i nadchodzi czas pożegnań.Następnego dnia wsiadam do autka i kierunek dom.